Początkowo ten materiał miał obejmować jedynie aspekt kontuzji oraz tego jak skutecznie do niej podejść. Jednak wraz z procesem tworzenia, okazało się, że będzie to coś znacznie szerszego. A więc nie tylko poruszymy temat kontuzji, ale również wejdziemy sobie w kontekst związany z blokadami ruchu, dolegliwościami zdrowotnymi czy nawet różnymi chorobami – bo to również ogranicza jakość kariery a dodatkowo jeszcze jakość życia. Dlatego ten materiał skierowany do sportowców, znajdzie także odzwierciedlenie u osób niezajmujących się sportem.
Na początku też zaznaczę, że w większości sytuacji będę posługiwał się terminem “kontuzja” (bo to jest główny wątek występujący w sporcie) – ale pod termin “kontuzja” w wielu różnych przypadkach, które tutaj poruszam, równie dobrze mogą być podstawione terminy pozostałych blokad / dolegliwości / chorób itd.
Jeśli zmagasz się z jakąś dolegliwością zdrowotną – ta dolegliwość jest długotrwała / trudna do wyleczenia albo po prostu cyklicznie powracająca. Jeśli ta dolegliwość jest ciężka do zdefiniowania ale Ty ją czujesz i wiesz, że coś tam jest nie tak – to być może ten materiał pozwoli Ci znaleźć na to odpowiedzi. A na pewno znacznie poszerzy Twoją świadomość odnośnie tego gdzie szukać potencjalnej przyczyny. Więc jeśli nie jesteś akurat sportowcem, to przeskocz sobie od razu do rozdziału zatytułowanego “Podświadome mechanizmy”.
A my teraz wracając już do kontekstu ściśle sportowego – oprócz tego o czym powyżej wspomniałem, to w tym materiału skupimy się również na tym jak radzić sobie z trudnościami. Jak szukać unikatowych sposobów na przyspieszenie swojego progresu. Będzie również dużo o rozwijaniu świadomości samego siebie. Będzie o różnych silnych emocjach doświadczanych w trakcie bądź po kontuzji. A także o tym, że największym zagrożeniem dla sportowców wcale nie jest kontuzja.
Kontuzje są powszechnie (czyli przez kolektywny sposób myślenia) postrzegane jako coś, co może najbardziej zaszkodzić zawodnikowi w kontekście jego kariery. Natomiast ja osobiście się z tym nie zgodzę – kontuzje owszem stanowią dosyć poważne utrudnienie, natomiast nie są tym najgorszym scenariuszem. Jest coś gorszego. A kontuzje jednocześnie mogą nas ustrzec przed doświadczeniem tego czegoś gorszego – i ten wątek też sobie dokładniej rozwiniemy.
Ten materiał nie tyle ma Ci pomóc poradzić sobie z przerwą od gry, ale ma sprawić, że Ty dzięki temu wejdziesz na dużo wyższy poziom niż gdybyś tej przerwy nie miał. Czyli nie chodzi mi o reaktywne podejście do kontuzji, gdzie skupiamy się na tym, by po prostu zwalczyć dany problem. Bo zwalczenie problemu nie oznacza wcale zbudowania czegoś wartościowego. Zwalczenie problemu to jest przejście z poziomu minus na poziom zero – a myślę, że każdemu z nas dużo bardziej by zależało na przejściu z poziomu minus na poziom plus. A więc chodzi o proaktywne podejście do sytuacji i wykorzystanie danego problemu jako czegoś, co pozwoli nam wejść jeszcze wyżej.
I nawet jeśli nie doświadczasz obecnie żadnego urazu, to również możesz wykorzystać zawarte tutaj informacje, by już teraz zacząć wprowadzić pewne korzystne zmiany w kontekście rozwoju swojej kariery.
Cały proces radzenia sobie z kontuzjami czy innego rodzaju dolegliwościami w sporcie podzieliłem na 3 segmenty:
- Mindset
- Strategia
- Podświadome mechanizmy
Mindset
Każdy z nas żyje w swojej bańce percepcyjnej – czyli my nie widzimy obiektywnej rzeczywistości, my widzimy rzeczywistość taką, jaką nauczyliśmy się widzieć. A nauczyliśmy się, bo nam tak wpojono. Powiedziano nam np. że wygrywanie jest dobre, przegrywanie jest złe, a kontuzje to najgorsze co może się przytrafić. Dostaliśmy gotowe przekonania, które uznaliśmy za prawdę, a gdy umysł zaczyna coś postrzegać jako prawdę, to następnie za wszelką cenę stara się tego strzec i nie pozwolić, by cokolwiek tę prawdę podważyło.
Natomiast musimy sobie uświadomić, że to nie jest prawda, to jest jedynie percepcja. I w zależności od tego jaką percepcję postanowimy sobie przyjąć, tak inny obraz danej sytuacji uzyskamy. A jest to dla nas tutaj o tyle ważne, bo gdy postrzegamy kontuzję jako coś najgorszego – to będziemy sobie jedynie udowadniali, że tak właśnie jest, zamykając tym samym przed sobą dostęp do nowych możliwości, które właśnie się przed nami pojawiły.
Nic nie jest zero-jedynkowe. Wszystko zależy od tego jak daną sytuację odbieramy – a to z kolei zależy od tego na jakich fundamentalnych założeniach bazuje nasz umysł. Bo czy wygrana musi być zawsze pozytywna? Jeśli wygrana powoduje, że zaczynamy czuć się zbyt komfortowo i sobie odpuszczać – to nie jest ona pozytywna. Czy porażka musi być zawsze negatywna? Jeśli dzięki niej odkrywamy nieznane wcześniej pokłady motywacji, które wznoszą nas na wyższy poziom – to nie jest ona negatywna. Czy kontuzja zatem zawsze musi być zawsze negatywna? Na to pytanie też już znasz odpowiedź.
Ostatnio miał miejsce powrót Conora McGregora do oktagonu. Conor wracał po 5 latach przerwy spowodowanej poważną kontuzją. Więc przychodzi ten czas długo wyczekiwanej przez niego walki. Walka się rozpoczyna i od razu kończy, bo Conor doznaje kolejnej kontuzji…
I myśląc sobie o tych jego zmaganiach czy dostrzegamy tutaj coś pozytywnego? Oczywiście, że nie. To brzmi dramatycznie, zważywszy na to, że Conor jest już w wieku 38 lat, czyli u samego schyłku kariery.
Natomiast nawet postrzegając docelowo daną sytuację jako negatywną, możemy świadomie podjąć decyzję, by na tę sytuację spojrzeć w sposób, który będzie dla nas bardziej korzystny. Bo na to mamy wpływ. A to z kolei będzie miało przełożenie na to jak potoczą się nasze dalsze losy.
I teraz zobaczmy jak Conor świadomie postanowił przedstawić sobię tę swoją dramatyczną sytuację w sposób, który ma być dla niego bardziej korzystny:
“Jestem maksymalnie zdyscyplinowany i utrzymuję to nieprzerwanie od tamtej walki. Zastanawiam się, czy tamta sytuacja nie uchroniła mnie przed czymś gorszym. Wierzę, że tak właśnie było. Poszedłbym na imprezę po gali jako bohater wieczoru i kto wie, co mogłoby się wtedy wydarzyć. Wierzę, że zostałem ocalony” ~ Conor McGregor

Czy ta perspektywa jest korzystna? Czy ta perspektywa daje nadzieję?
Oczywiście, że tak. I pewnie to jest główny powód tego, że Conor w przypaku takiego ciosu od losu był w stanie zachować swoją maksymalną dyscyplinę, zamiast pogrążyć się w rozpaczy i odpuścić.
Czy ta perspektywa jest prawdziwa? To nie ma żadnego znaczenia (pomijając fakt, że tego i tak nie da się sprawdzić). My żyjemy w oparciu o percepcję a nie obiektywną prawdę. Więc to, w co postanowimy wierzyć, staje się naszą rzeczywistością. I dlatego nie chodzi o wybór pomiędzy tym co jest prawdziwe a co nie, ale o wybór pomiędzy tym co jest korzystne dla mnie a co nie jest. Bo ostatecznie mindset nie jest celem samym w sobie. Mindset jest środkiem prowadzącym do celu. A ten cel nosi nazwę: utrzymywać takie emocje i takie działania, które mi służą.
To właśnie zrobił Conor. Poprzez odpowiedni mindset nie pozwolił czynnikowi zewnętrznemu na zinfiltrowanie jego stanu emocjonalnego i jego działań. Cały świat może uznać, że ta kontuzja była dla niego niekorzystna, ale to nie ma znaczenia. Bo w jego rzeczywistości – ta kontuzja uratowała go przed czymś jeszcze gorszym i dlatego on nie doświadczył tutaj niczego co miałoby spowodować, że się teraz powinien się załamać i odpuścić.
Zatem podstawowym założeniem jest po prostu postanowienie sobie, że dana sytuacja jest dla Ciebie dobrą sytuacją. A jak tak postanowisz, to następnie Twoja percepcja otworzy się na zauważanie nowych okazji i możliwości, przy jednoczesnym pomijaniu czynników, które powodowałyby jedynie niepotrzebne przygnębienie i zniechęcenie.
Przejdźmy sobie zatem do tych okazji i możliwości…
To co zauważyłem pracując w różnych środowiskach sportowych, to że niejednokrotnie większym zagrożeniem bywa u zawodnika brak kontuzji niż pojawienie się kontuzji. Widziałem przypadki, gdzie zawodnicy wypadali z gry na ponad rok czasu i wracając po tak długiej przerwie wciąż prezentowali najlepszy poziom w całej drużynie. I teraz zastanówmy się nad tym: w jaki sposób, pozostali zawodnicy mając za sobą kilkaset dodatkowych jednostek treningowych, będąc w ciągłym rytmie treningowym prezentują się gorzej niż osoba wracająca po ekstremalnie długiej przerwie, nie czująca się jeszcze w pełni sił? Dlaczego ci pozostali zawodnicy nie byli w stanie w tym czasie wypracować odpowiedniej przewagi?
Właśnie wtedy zrodziła się w mojej głowie myśl, że większym zagrożeniem może być paradoksalnie brak kontuzji niż ich pojawienie się.
Kontuzja (zwłaszcza gdy mówimy o bardzo poważnych urazach) to jest coś co niewątpliwie wiąże się z najtrudniejszymi emocjami. Wymaga od nas przejścia przez bardzo duże cierpienie emocjonalne. Natomiast w zdecydowanej większości przypadków nie jest ona czynnikiem, który w największy sposób może ograniczać naszą karierę.
To bardzo duże cierpienie emocjonalne bierze się z tego, że nagle zaczynają wychodzić różnego rodzaju lęki, obawy, negatywne przekonania czy iluzje, które cały czas mieliśmy w sobie, ale poprzez różne mechanizmy obronne skutecznie schowaliśmy je przed naszym świadomym umysłem. Schowaliśmy to, by tego nie zauważać, dlatego, że to powodowało cierpienie.
Czasami jednak potrzebujemy doświadczyć tego cierpienia, bo to staje się jedyną opcją, by móc skorygować swój kurs. Pomyśl o tym w ten sposób: kiedy my jako ludzie się zmieniamy? Zmieniamy się w momencie, gdy nasz obecny sposób funkcjonowania powoduje dosyć silne cierpienie emocjonalne.
Kiedy z kolei my usilnie stronimy od jakichkolwiek zmian? W momencie, gdy wszystko nam się układa – albo przynajmniej wydaje nam się, że wszystko się układa, bo znowu chodzi o percepcję. Czy zatem będąc w pełni zdrowym, trenując regularnie – nie wrzucamy się często w pewnego rodzaju poczucie, że przecież wszystko idzie zgodnie z planem i jedyne czego potrzeba to kontynuowanie tego?
Wpadamy wtedy w pewnego rodzaju trans, gdzie automatycznie powtarzamy każdego dnia te same czynności treningowe, nie zatrzymując się ani na chwilę i nie próbując sprawdzić, czy to co robimy, jest tym, czego faktycznie najbardziej potrzebujemy. Czujemy się z tym po prostu komfortowo i nie odczuwamy potrzeby zmiany.
To jest nasz mechanizm biologiczny, który zarządza naszym funkcjonowaniem na znacznie głębszym poziomie niż nasze świadome pragnienia. Więc nie tyle chodzi o to, by siebie za to osądzać, tylko zrozumieć, że coś takiego występuje; zrozumieć, że to ma określoną funkcję i po prostu dać sobie przyzwolenie na to, że być może nasze działania nie są w pełni takie idealne – że moglibyśmy coś robić trochę lepiej, trochę skuteczniej. Pamiętaj też, że otworzenie się na zauważenie i wprowadzenie chociaż niewielkich zmian, to i tak już jest bardzo dużo.
Generalnie, gdy doświadczamy silnego cierpienia emocjonalnego – a takim niewątpliwie jest kontuzja, to automatycznie zmusza nas to do zatrzymania się i przemyślenia swoich dotychczasowych działań oraz zaplanowania przyszłych.
Dlatego też właśnie w kontuzji upatruję dużą wartość. Kontuzje mają swój negatywny wydźwięk, ale one nam również pomagają nam wyjść z czegoś – często nawet bardziej ograniczającego. A tym czymś bardziej ograniczającym jest funkcjonowanie na autopilocie.
Zatem, gdy znajdziesz się w sytuacji, gdy doświadczysz urazu – to chciałbym byś nie patrzył na to w ten standardowy sposób – że to Ty tracisz, a pozostali zawodnicy zyskują (bo często jest to bardziej złudzenie niż prawda). Chciałbym byś spojrzał na to w ten sposób, że to pozostali zawodnicy są w większym niebezpieczeństwie, które to wynika z ich funkcjonowania na autopilocie, które to blokuje ich możliwość do zauważenia i dokonania u siebie zmian. Po prostu powtarzają wtedy te same czynności treningowe, które już tak dobrze znają – bo to co znane jest bezpieczne.
Kobe Bryant wielokrotnie wspominał, że gdy wypadał z gry z powodu jakiegoś urazu, to przeznaczał ten czas na studiowanie swoich przeciwników. Oglądał nagrania z ich meczów, rozpracowywał ich mocne i słabe strony oraz określał jak może dostosować swoją grę pod każdego z nich. Kobe wówczas m.in. studiował jak ukierunkowaną percepcję mają jego przeciwnicy: zwracał uwagę gdzie kierowana jest ich uwaga a gdzie nie – i na tej podstawie mógł następnie planować jakie ruchy powinien wykonać, zanim przeciwnik zdąży się w tym zorientować.
Jak on to ładnie później określił: “Wziąłem na siebie zadanie dosłownego kontrolowania przebiegu całej gry”.
Czyli to pozwoliło mu mieć duży większy wpływ na grę niż jakikolwiek pojedynczy zawodnik. Bo on wówczas nie tylko wykonywał swoje zadanie, ale również mógł wpływać na przebieg wydarzeń całego meczu.
Czy dzięki tym urazom Kobe był w stanie wyjść ze swojego autopilota i dodać do swojego pakietu treningowego coś innego, coś ekstra, na co normalnie brakowałoby czasu?
Czy to nowe rozwiązanie pozwoliło mu wejść na nowy, niespotykany dotąd poziom?
To rozwiązanie od Kobego to jest oczywiście jedynie przykład, który przedstawiłem bardziej w formie rozszerzenia perspektywy myślenia niż dosłownej inspiracji. Bo to czy takie rozwiązanie byłoby akurat najlepszym rozwiązaniem dla Ciebie – tego nie wiem, ale nawet jeśli to rozwiązanie nie byłoby najlepszą opcją dla Ciebie ze względu na Twój profil zawodnika czy na Twoją dyscyplinę sportową, to jednak daje ono do myślenia w kontekście poszukiwania nowych form budowania przewagi. Przewagę najlepiej budować na czymś unikatowym, a studiowanie percepcji przeciwników jest zdecydowanie czymś unikatowym.
Strategia
Gdybym przedstawił Ci do wyboru 2 ścieżki:
- ścieżka 1: brak kontuzji i niezrealizowanie swojej wizji sportowej
- ścieżka 2: kontuzje i zrealizowanie swojej wizji sportowej
To którą byś wybrał?
W sporcie najbardziej fundamentalną wartością jest przede wszystkim sama możliwość uprawiania tego sportu. Czyli uczestniczenia w tej grze. Na profesjonalnym poziomie pojawia się dodatkowo jeszcze aspekt osiągnięć. Dlatego też w kontuzji bądź w jakiejkolwiek dolegliwości zdrowotnej zwykle najbardziej problematyczny nie jest sam czynnik negatywnego wpływu na zdrowie ale czynnik negatywnego wpływu na rozwój kariery. Do kwestii samego zdrowia jeszcze sobie wrócimy przy okazji następnego rozdziału, natomiast tutaj chciałbym się na razie skupić na tych dwóch powyższych wartościach.
Przy zdecydowanej większości kontuzji, głównym celem jest być w stanie znowu trenować, a nie rezygnować ze sportu ze względu na obawy o zdrowie. Mało tego, jest wiele sportów, gdzie wręcz poświęca się swoje zdrowie czy ryzykuje nawet swoje życie w celu możliwości uczestniczenia w tej grze i robienia wyników.
A gdybym Ci powiedział, że wcale tak nie musi być, że kontuzja negatywnie wpłynie na Twój progres i gdybyś samemu się o tym przekonał poprzez własne doświadczenie – czy to zmieniłoby wówczas Twój stosunek do kontuzji?
Tak jak Mindset ma Ci pomóc ustawić swoje emocje (szczególnie w początkowej fazie kontuzji), tak Strategia ma zapewnić Ci realny wpływ na wyniki i tym samym pozytywny wpływ na emocje w dalszej fazie kontuzji. Pod warunkiem, że to będzie oczywiście mądra strategia. I właśnie dlatego sobie teraz do tego przechodzimy.
Wiemy już (z dużym prawdopodobieństwem) co może być Twoją najbardziej fundamentalną wartością w sporcie – że chodzi o skuteczne rozwijanie swojej kariery, które ostatecznie pozwoli na zrealizowanie swojej wizji sportowej.
Zatem co w takim przypadku jest najważniejszym zadaniem do zrealizowania każdego dnia?
Najważniejszym zadaniem jest zapewnianie sobie odpowiedniego progresu swoich umiejętności. Odpowiedni progres oznacza taki, który jest wystarczający do zrealizowania Twojej sportowej wizji.
Ten odpowiedni progres uzyskujesz poprzez swój program treningowy, który codziennie realizujesz. Jeśli Twój program treningowy nie zapewnia Ci tego właściwego progresu, to jasne jest, że tutaj w pierwszej kolejności trzeba nad tym popracować, by to zmienić.
Więc mamy jedno najważniejsze zadanie do zrealizowania każdego dnia. I ono nie powinno zostać porzucone z powodu jakichś określonych czynników zewnętrznych, które będą na Ciebie wpływały. A tych różnych niesprzyjających czynników w trakcie Twojej kariery będzie dużo – i tutaj warto byłoby pracować nad kwestią swojej odporności psychicznej, po to by móc utrzymywać się na wyznaczonym przez siebie kursie.
Kontuzja jest jednym z takich czynników zewnętrznych, które będą próbowały Cię ograniczyć – i Twoją odpowiedzią powinno być wówczas pozostanie niewzruszonym. Bo główne zadanie się nie zmienia: nadal chodzi o zapewnianie sobie odpowiedniego progresu swoich umiejętności, dochodzi do tego jedynie drugie zadanie, jakim jest jednoczesne przywrócenie swojego ciała do pełni sprawności – natomiast jak doskonale widzisz, to najważniejsze zadanie się w ogóle nie zmienia.
A teraz zobaczmy jak to robił Kobe. Jak nie pozwalał, by czynniki zewnętrzne zmieniły jego główne założenia:
“Skręciłem kostkę. Kiedy już to ustaliłem, musiałem tylko w odpowiedni sposób zmienić styl gry, dopasować go do nowych ograniczeń i nadal dominować na parkiecie” ~ Kobe Bryant

Zwróć uwagę na tę wypowiedź Kobego – czy on mówi, że doświadczył właśnie urazu i teraz będzie starał się z tą kontuzją dalej jakoś tam grać? Nie.
Kobe stwierdza w sposób niewzruszony, że doznał urazu a następnie ponownie wraca koncentracją do realizacji swojego najważniejszego zadania – czyli dalszego dominowania na parkiecie.
Kontuzja nie zmieniła jego planów i Twoich też nie powinna.
Więc w jaki sposób możesz w ramach kontuzji dalej realizować swój program treningowy??
Być może nie będziesz w stanie wykonywać tych samych ćwiczeń, ale w jaki alternatywny sposób możesz dalej trenować te same umiejętności?
To jest bardzo kluczowy moment do zrozumienia. Wszystko sprowadza się na początku do stworzenia optymalnego programu treningowego – gdzie skupiasz się na rozwijaniu określonych umiejętności. I gdy pojawia się kontuzja, to nadal rozwijasz te same umiejętności, tylko innymi sposobami.
Czyli nie chodzi o całkowitą zmianę swojego programu treningowego, tylko wymyślenie jak możesz rozwijać to samo, innymi metodami. A wtedy nie będziesz miał poczucia straty, bo zachowasz wykształcanie tych samych umiejętności.
Przykładowo – jeśli trenujesz piłkę nożną i większość Twojego treningu opiera się na trenowaniu różnych podań, to mając np. kontuzję, która uniemożliwia Ci grę z piłką – nie chodzi o to, by skupić się teraz na trenowaniu górnej części ciała, bo wtedy jasne jest, że będziesz miał poczucie straty. Twoim zadaniem jest wymyślić – jak dalej możesz doskonalić swoje podania, nie mogąc ich fizycznie wykonywać.
Czyli np. rozkładając sobie podania na czynniki pierwsze i określając jakie inne składowe poza techniką wpływają na skuteczność podań. I wtedy np. mamy obserwację; podejmowanie decyzji – które możesz spokojnie trenować będąc kontuzjowanym.
Albo możesz poświęcić więcej czasu na analizę swoich podań i zweryfikowanie co najbardziej ogranicza ich skuteczność.
Sposobów na rozwijanie dalej tego samego jest niezliczenie dużo. Potrzebujesz jedynie na chwilę się zatrzymać i o tym trochę pomyśleć. A czy kontuzja nie jest przypadkiem czymś co zmusza nas do chwilowego zatrzymania się? Cóż za niesamowity zbieg okoliczności!
Pracując z zawodnikami, gdy określamy sobie alternatywny program treningowych podczas ich kontuzji, to on musi przynosić taki sam poziom progresu jak pierwotny program treningowy. Takie jest założenie. Więc przykładowo – jeśli program treningowy jest w stanie zapewnić nam progres na poziomie 8/10 gdy nie mamy kontuzji, to podczas kontuzji alternatywny program treningowy ma również zapewniać progres na poziomie 8/10.
I to jest jedna ścieżka, którą proponuję.
Jest natomiast jeszcze druga ścieżka – która zakłada, że na czas kontuzji ograniczamy na chwilę kwestię rozwijania naszych umiejętności i przerzucamy zdecydowaną większość naszej energii na odkrycie czegoś znaczącego, co sprawi, że jak wrócimy do pełnej sprawności, to nasz progres albo performance nie będzie już na poziomie 8/10, ale będzie na poziomie np. 9/10.
Przykładem była chociażby historia Kobe’go. I przykładem będzie również historia Conora. Posłuchaj jej bardzo uważnie.
Conor McGregor na początku swojej przygody w UFC zerwał więzadło krzyżowe i musiał zrobić sobie roczną przerwę od startów. Jako, że nie mógł trenować, to w tym czasie postanowił, że zacznie zagłębiać się w tajniki strategii walki, anatomii człowieka oraz sztuki autopromocji i kreowania wizerunku.
Dwa pierwsze tematy na razie sobie zostawimy w spokoju – pewnie jeszcze się do nich odniosę przy okazji jakichś innych wpisów, natomiast skupmy się na razie na tym ostatnim zagadnieniu – sztuce kreowania wizerunku.
To, że Conor pod kątem finansowym dokonał rzeczy wręcz nierealnych w swoim sporcie, to jedno. Natomiast mało kto zdaje sobie sprawę, że zagłębianie się w sztukę kreowania wizerunku miało również bezpośrednie przełożenie na jego wyniki sportowe.
I teraz przenosimy się do sytuacji pierwszego pojedynku Conora z Dustinem Poirierem (który miał miejsce ponad rok później od tej poważnej kontuzji). Conor ten pojedynek wygrywa, a Dustin po latach przyznaje, że przegrał tę walkę zanim jeszcze weszli do klatki, bo kupił cały ten hype, który Conor roztoczył wokół swojej osoby. Wchodząc do klatki z Conorem, Dustin miał wrażenie, że walczy z kimś kogo nie da się pokonać, z kimś kto jest od niego o kilka klas wyżej.
Czy to była prawda? Nie. To była percepcja Dustina. Natomiast jako, że my uznajemy swoją percepcję za prawdę – to następnie podporządkowujemy jej swoje emocje i działania. A te podporządkowane emocje i działania doprowadzają do tego, że ostatecznie udowadniamy sobie tę iluzję, w którą wierzyliśmy.
A teraz najciekawszy element. Jak myślisz, skąd w głowie Dustina znalazło się takie właśnie postrzeganie postaci Conora?
To Conor wykreował w jego głowie taką właśnie percepcję. A w jaki sposób? Poprzez opanowanie sztuki kreowania wizerunku.
I teraz spójrzmy sobie raz jeszcze na tę roczną przerwę Conora, wynikającą z zerwanego więzadła krzyżowego. Ta kontuzja popchnęła go do zagłębienia się w nowe obszary, które przyniosły mu nowe formy zdobywania przewagi. Ta umiejętność wpływania na przeciwników moim zdaniem przyniosła mu znaczenie więcej niż nawet ten rok trenowania, który stracił przez kontuzję. Przecież Conor większość swoich walk wygrywał właśnie poprzez mentalne zdominowanie swoich rywali. I pokonywał rywali, którzy mieli nieporównywalnie większy staż treningowy od niego.
Czy ilość godzin poważnie jest wyznacznikiem sukcesu?
Ilu to zawodników we wszystkich możliwych sportach trenuje latami a świat mimo wszystko i tak nigdy o nich nie usłyszy?
Nie tyle się liczy ilość – w tym przypadku ilość godzin treningowych; co jakość tych treningów. Mając odpowiednią jakość, możesz zaliczać znacznie większy progres od zawodników, którzy poświęcili więcej godzin na swój rozwój.
Gdy będziesz o tym pamiętał, to jednocześnie wyzbędziesz się tego standardowego myślenia, że kontuzja jest największym ograniczeniem. Kontuzja zabiera jedynie aspekt ilościowy. Ale aspekt jakościowy jest zabierany poprzez bycie w trybie autopilota – i to jest coś na co powinieneś bardzo uważać.
Czy rozumiesz już zatem co miałem na myśli, mówiąc by poświęcić czas kontuzji na szukanie kreatywnego rozwiązania, które to sprawi, że po powrocie do pełnej sprawności Twój progres bądź performance wejdzie na wyższy poziom względem tego, który był przed kontuzją?
Pamiętaj jednak, że w kreatywnym rozwiązaniu chodzi o odkrycie czegoś naprawdę unikatowego – a zwykle to się wiąże z szukaniem tam, gdzie inni nie szukają.
Podświadome mechanizmy
Są sytuacje, że jak bardzo byśmy nie próbowali, to czasami nie jesteśmy w stanie zmienić swojego mindsetu. Tak samo nie jesteśmy w stanie zmienić pewnych swoich przyzwyczajeń, nawyków. Są sytuacje, gdzie z jakichś niewyjaśnionych przyczyn odczuwamy totalnie wydawałoby się nieadekwatne emocje, nad którymi jeszcze w dodatku nie jesteśmy w stanie zapanować. Zdarzają się także sytuacje, gdzie przychodzi nam doświadczać powtarzających się schematów, których logicznie nie rozumiemy. Są również i momenty, gdzie bardzo chcielibyśmy zrozumieć przyczynę jakiegoś określonego problemu, chociaż nie mamy pojęcia gdzie szukać.
Dzieje się tak dlatego, że każdy z nas ma w sobie różne podświadome mechanizmy, które zarządzają naszymi myślami, emocjami, zachowaniami. Czasami spójnie z naszą wolą, a czasami w sposób niespójny z naszą wolą.
Dlatego mogą się zdarzyć różne sytuacje. Np.:
- Możesz doświadczyć urazu, który wywoła silne emocje strachu, bezsilność czy nawet myśli o końcu kariery (wtedy prawdopodobnie mamy do czynienia z jakimś silnym źródłem lękowym).
- Może być tak, że racjonalnie w pełni rozumiesz te założenia, które Ci przedstawiłem odnośnie radzenia sobie z kontuzją – natomiast jednocześnie nie jest w stanie to do Ciebie trafić na poziomie takiego głębokiego przekonania (wtedy prawdopodobnie jest coś co blokuję zmianę Twojego mindsetu czy nawet całej tożsamości).
- Może również pojawić się sytuacja, że poradziłeś sobie z kontuzją, natomiast gdy znajdujesz się w określonych kontekstach podczas treningu/występu to nagle powraca silny strach przed odnowieniem tego urazu (wtedy prawdopodobnie mamy do czynienia z utworzoną traumą emocjonalną).
- A może być też tak, że wracając po kontuzji czujesz, że spadła Twoja pewność siebie albo utraciłeś pewnego rodzaju swobodę w poruszaniu się (wtedy prawdopodobnie jest jakaś blokada, która ogranicza Twój optymalny stan emocjonalny bądź Twój movement).
Wszędzie w tego typu oraz podobnych sytuacjach mamy do czynienia z jakimiś silnymi emocjami, które są zapisane głęboko na poziomie Twojego układu nerwowego, i które mimowolnie się odpalają, uniemożliwiając Ci myślenie, odczuwanie czy zachowywanie się w taki sposób, w jaki byś chciał. To jest oczywiście kwestia do przepracowania.
Ale pójdźmy sobie jeszcze dalej, bo mogą wystąpić zjawiska dużo bardziej złożone…
Czasami pojawiają się kontuzje, z którymi z jakiegoś powodu nie jesteśmy w stanie sobie poradzić, które wydają się w pewien sposób niezrozumiałe czy nawet niewyjaśnione. Np.
- kontuzje długotrwałe
- kontuzje ciągle powracające
- cyklicznie pojawiające się urazy (nawet jeśli te urazy dotyczą różnych obszarów ciała)
- różnego rodzaju napięcia w ciele
- blokady w ruchu
- różne dolegliwości bólowe
- pewne problemy zdrowotne.
Mówimy o sytuacjach, gdzie tradycyjne leczenie danego urazu nie pomaga. Wówczas warto spojrzeć w innym kierunku, bo być może prawdziwa przyczyna danej kontuzji tkwi znacznie głębiej niż to co jedynie widzimy na powierzchni. Być może dany uraz/dolegliwość zdrowotna występuje u Ciebie, dlatego, że jakaś część Twojej osobowości potrzebuje tego urazu/dolegliwości zdrowotnej. Czyli pojawia nam się zjawisko autosabotażu (które dokładniej omawiałem w osobnym materiale).
Czynnik psychologiczny jest niewidoczny – a przynajmniej niewidoczny na poziomie naszego zmysłu wzroku. A jak coś jest niewidoczne, to nam się często wydaje, że tego nie ma. Biorąc jednak pod uwagę fakt, jak bardzo wyjątkowy jest nasz organizm, który ma zdolność do samonaprawiania się, to zjawisko, że dany uraz utrzymuje się w sposób długotrwały nie jest normalnym zjawiskiem. I samo to już powinno nam dać do myślenia.
Zatem – jeśli jakiś problem występuje w naszym ciele, pomimo ciągłego leczenia, to z dużym prawdopodobieństwem spełnia on dla nas jakąś funkcję, dlatego też nie do końca chcemy się go pozbyć. I podam Ci kilka przykładów z mojej pracy ze sportowcami, gdzie tego typu schematy miały miejsce.
Kontuzja jako ucieczka od cierpienia emocjonalnego
To jest całkiem często spotykany schemat, gdzie doznając kontuzji i mając przerwę od: treningów, gry, całej tej otoczki związanej z rozwijaniem kariery – umysł może zauwayżyć, że ten właśnie moment – pomimo, że jest niekomfortowy, to jednocześnie daje pewnego rodzaju wytchnienie od całej tej presji związanej z rozwijaniem swojej kariery. Nagle nie trzeba doświadczać stresu związanego z występami; nagle nie trzeba eksponować się na potencjalną ocenę czy krytyką. I wtedy może to zapoczątkować skojarzenie emocjonalne, że kontuzja = bezpieczeństwo. A jak już doskonale pamiętamy z materiału o autosabotażach – bezpieczeństwo jest dla mózgu priorytetową wartością.
To następnie przejawia się tym, że często układ nerwowy wchodzi w stan napięcia, który to ogranicza prawidłowe działanie narządów wewnętrznych, przepływu krwi z tlenem i składnikami odżywczymi, spowalniając cały proces odbudowy komórkowej w tej kontuzjowanej strukturze.
To też niejednokrotnie przejawia się tym, że znajdujemy sobie specjalistów/metody leczenia, które w gruncie rzeczy wiemy, że nam nie pozwolą na pełne wyleczenie danego urazu (po to by z jednej strony mieć poczucie, że robimy co możemy a z drugiej strony podświadomie odczuwać bezpieczeństwo związane z tym, że ten uraz będzie wciąż pozostawał).
To może się przejawiać również tym, że przepracowując daną kontuzję i wracając do gry, za chwilę nabawimy się kolejnej – bo podświadomie będziemy tak ukierunkowywali nasze poruszanie się, by mieć szansę na doświadczenie kolejnego urazu.
To jakich mechanizmów nasza podświadomość użyje, by utrzymać nas w kontuzji jest tak naprawdę wtórne (ja wypisałem te, które pojawiały się u mnie najczęściej na sesjach – ale sam mechanizm ma drugorzędne znaczenie). Liczy się przyczyna – czyli czemu podświadomie chcę utrzymywać tę kontuzję? Jaką ona pełni funkcję?
I tutaj wszystko sprowadza się do przepracowania tej przyczyny u samego jej źródła.
Kontuzja jako ochrona przed potencjalnym cierpieniem
Poprzedni schemat odnosił się do ucieczki od realnego cierpienia – czasami jednak kontuzje pełnią funkcję zapobiegania potencjalnemu cierpieniu, które umysł przewiduje, że może nadejść w przyszłości. Tutaj mamy do czynienia najczęściej z lękiem przed sukcesem. Świadomie każdy sportowiec chce doświadczyć sukcesu, natomiast podświadomie wiemy, że to wiąże się również z ekspozycją na większe potencjalne cierpienie (większa presja; większa odpowiedzialność; bardziej dotkliwa krytyka; więcej do stracenia itd.). Więc umysł podświadomy chcąc ochronić nas przed tym niebezpieczeństwem będzie próbował na różne sposoby sabotować nasz rozwój. Kontuzje są bardzo skuteczną formą ograniczania progresu (chociaż my z tego materiału już wiemy, że wcale nie muszą).
Pracowałem niejednokrotnie z zawodnikami, u których w momencie ich dobrej dyspozycji, systematycznie pojawiał się jakiś uraz, który wykluczał ich z treningów i gry – po to by w ten sposób ich zastopować.
Były też sytuacje, gdzie umysł miał negatywne skojarzenia emocjonalne związane z jakimś przeciwnikiem, porą roku czy nawet pogodą – i gdy to nadchodziło to u zawodników pojawiała się często jakaś dolegliwość zdrowotna, która miała ich wykluczyć z gry.
To działa na trochę na podobnej zasadzie do traumy emocjonalnej po kontuzji – gdzie umysł bojąc się ponownie doświadczyć tego samego urazu, unika znajdowania się w sytuacjach podobnych do tej, w której ta kontuzja powstała. Gdyż jest to skojarzone jako coś niebezpiecznego.
Kontuzja jako forma budowania tożsamości
W poprzednich dwóch sekcjach mieliśmy do czynienia z sytuacjami, gdzie kontuzja bardziej pełni formę ucieczki od niekorzystnych emocji a tutaj mamy do czynienia z sytuacjami, gdzie kontuzja bardziej pełni formę zapewniania sobie pozytywnych emocji.
W sporcie są pewne typu osobowości, które są bardziej pożądane niż inne. Idąc za podziałem na archetypy wyróżnione przez Junga – mamy tutaj m.in. archetyp Wojownika. Jest to tożsamość, która opiera się na walczeniu, podejmowaniu się wyzwań. I, żeby Wojownik mógł istnieć, to potrzebuje walczyć. A żeby mógł walczyć, to musi mieć z czym.
Więc gdy mamy zawodnika, będącego na płaszczyźnie swojej osobowości w archetypie Wojownika i on doświadcza kontuzji, to on inaczej interpretuje tę kontuzję niż zawodnik niebędący w tym archetypie. Dla niego często jest to okazja do stoczenia walki i przezwyciężenia tego problemu. I gdy go przezwycięży to pojawia się to wyjątkowe uczucie bycia silnym/wartościowym. Wówczas może zapisać się skojarzenie, że jak walczę = czuję się wartościowy. A jako, że doświadczyłem tego mierząc się z kontuzją, to kolejne mierzenie się z kontuzją zapewne znowu mi to odczucie przyniesie. W tego typu przypadkach mamy do czynienia z zawodnikami, którzy często doświadczają jakichś urazów. Te urazy mogą nawet nie być ze sobą powiązane, często też są to raczej lekkie kontuzje – po prostu jest ich duża ilość.
Podobne sytuacje mogą mieć miejsce z realizacją jakichś niezaspokojonych potrzeb, gdy umysł uczy się, że gdy zmagam się z jakimiś problemami zdrowotnymi, to inni się mną opiekują, zapewniają mi swoją uwagę – a przez to ja mogę czuć się ważny. Wtedy sytuacje pogorszenia zdrowia stają się przez umysł zbyt pożądane.
Kontuzja jako wynik tłumionych emocji
Wcześniej poruszyliśmy sobie schematy, gdzie kontuzja była podtrzymywana przez jakieś psychologiczne mechanizmy. Teraz natomiast odniesiemy się do schematu, gdzie psychologiczny mechanizm jest głównym i też jedynym źródłem kontuzji. Czyli dolegliwość zdrowotna istnieje, bo jakiś czynnik psychologiczny ją wywołał i jedynym sposobem jej zażegnania jest przepracowanie tego czynnika psychologicznego.
To zjawisko ma najczęściej podłoże w mechanizmiach obronnych takich jak tłumienie czy wypieranie emocji. Mechanizmy obronne, jak sama nazwa wskazuje, są po to by nas chronić. A przed czym? Przed nieprzyjemnymi doznaniami psychicznymi. Dlatego też, gdy doświadczamy jakichś ciężkich emocji, to następnie stosujemy określony mechanizm obronny, by nie odczuwać tego cierpienia tak bardzo. Chwilowo to przynosi nam korzyść, natomiast długofalowo może mieć to swoje poważne konsekwencje.
Emocje są nośnikiem informacji, które przekazuje nam nasz umysł podświadomy, po to by nas o określonych rzeczach poinformować. W najbardziej zdrowym modelu wygląda to tak: pojawia się emocja (która niesie ze sobą informację), przechodzi ona przez nasze ciało (przekazując nam tę informację) a następnie znika. Trochę tak jak listonosz, który dostarczył list i przestał być potrzebny.
Gdy jednak ta informacja do nas dociera, a my ją zagłuszamy, to zachowujemy się tak jakbyśmy tej informacji do siebie nie dopuścili. Jakbyśmy zatrzasnęli drzwi przed tym listonoszem. I listonosz wtedy – jako, że to jest list polecony, będzie stał pod drzwiami, dzwonił dzwonkiem i czekał aż mu otworzymy. Bo on musi wejść, musi przekazać nam list – dopiero wtedy jego zadanie zostanie wykonane.
Natomiast my w tym czasie wkładamy duży wysiłek w to, żeby go nie usłyszeć (bo przewidujemy, że ten list nie przynosi przyjemnej wiadomości) – więc np. śpiewamy sobie na głos, przykładamy poduszkę do głowy – innymi słowy wkładamy świadomy wysiłek w to, żeby ten płynący do nas sygnał zablokować.
Wyobraź sobie, że tak mijają lata a ten listonosz cały czas się dobija, aż będzie mógł nam przekazać tę informację, a my cały czas jesteśmy w tym świadomym wysiłku blokującym dopuszczenia do siebie tej informacji.
Na podobnej zasadzie działa mechanizm tłumienia emocji – blokowanie ich może prowadzić do przewlekłego stanu napięcia w układzie nerwowym (to jest ten kontekst wkładania świadomego wysiłku w niedopuszczenie do siebie danej emocji). I w momencie, gdy to trwa tylko przez jakiś czas to organizm jest w stanie sobie poradzić, ale wyobraź sobie obszar ciała pozostający w ciągłym napięciu przez lata – w pewnym momencie zacznie to w końcu powodować różnego rodzaju negatywne konsekwencje. Od dolegliwości bólowych w tym miejscu poprzez różne inne problemy – dlatego, że nasz organizm jest siecią wzajemnych połączeń. Zmiany w układzie nerwowym wpływają również na pozostałe struktury ciała: na pracę mięśni, powięzi, narządów wewnętrznych itd.
Kontuzje bądź inne problemy zdrowotne, których przyczyną są tłumione emocje – często swoje podłoże mają w bardzo odległych wspomnieniach z dzieciństwa – gdzie wówczas wytworzyło się napięcie na określonych strukturach w ciele, które po latach może zacząć objawiać się na różne sposoby.
Najczęściej ma to postać różnych dolegliwości bólowych, permanentnych napięć w określonych miejscach w ciele, ale również może przyjmować postać różnych chorób (mamy tutaj do czynienia z tzw. chorobami psychosomatycznymi), czy różnych zaburzeń w funkcjonowaniu układu nerwowego (w skrajnych przypadkach może to być nawet paraliż, niemożność mówienia, czy utrata dostępu do różnych zmysłów).
I wchodząc tak głęboko w tę tematykę – moim celem nie jest wywołanie u Ciebie obaw, wręcz przeciwnie – wskazanie Ci, że nawet w przypadku pojawienia się bardzo poważnych zaburzeń – jeśli mają one podłoże psychologiczne, to przepracowanie tych podświadomych mechanizmów jest w stanie ponownie przywrócić nasz organizm do sprawnego funkcjonowania.
Jeśli jesteśmy już przy tematyce zdrowotnej, to zwróć sobie również uwagę na tego typu kwestie. Nie tylko chodzi nam o oczywiste kontuzje, ale o inne dolegliwości, które mogą ograniczać jakość Twojego performance’u może np. o astmę, różne alergie (bo tego typu schorzenia też niejednokrotnie są powiązane z różnymi czynnikami emocjonalnymi). Kwestia percepcji – tutaj również czynniki emocjonalne mogą ograniczać jakość widzenia. Jest niezliczona ilość różnych obszarów, ja tylko otwieram Ci furtkę pokazując różne kierunki, po to byś mógł następnie samemu odnieść te kierunki do samego siebie jak i nawet samemu zacząć dostrzegać pozostałe kierunki. Ten wpis ma Ci wskazać nowe miejsca do eksploracji samego siebie, po to byś mógł ciągle poszerzać swoją świadomość.
Na pewno tym co zauważyłem, jest to, że tych różnych autosabotaży dotyczących kontuzji jest więcej, niż można byłoby się spodziewać. Tylko się o tym nie mówi, więc większość osób nie ma świadomości, że coś takiego w ogóle istnieje i może nami podświadomie zarządzać. Ten cały rozdział jest przede wszystkim po to, byś mógł spojrzeć na swoje funkcjonowanie w jeszcze szerszy sposób i zacząć dostrzegać nowe powiązania.
Jeśli jednak zauważasz, że jakaś Twoja kontuzja czy inna dolegliwość mogłaby mieć podłoże psychologiczne – to jesteśmy w stanie się tym tematem zająć podczas sesji. Znaleźć źródło i je przepracować. A także zrobić różne inne rzeczy, by dodatkowo jeszcze przyspieszyć cały proces odbudowy tej problematycznej struktury. Tak samo w przypadku różnych silnych emocji, które mogą przejmować nad Tobą kontrolę w trakcie bądź po przebytej kontuzji. Czy też w przypadku blokad w ruchu; blokad w percepcji czy wszelkich innych sytuacji, gdzie po prostu czujesz, że coś jest nie tak, chociaż nie do końca jesteś w stanie to nawet nazwać. Wszystko co funkcjonuje na poziomie Twojego organizmu jest gdzieś zapisane, a więc jest i do odnalezienie i rozszyfrowania.
Dodatek
„Zawsze powtarzam, że kontuzja to nie tylko proces powrotu do zdrowia – to także proces odkrywania. Dowiadujesz się wielu rzeczy o sobie, swoim ciele, sposobie, w jaki się poruszasz, swojej biomechanice oraz o tym, co musisz robić, aby utrzymać ciało w optymalnej formie. Ostatecznie wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. To doświadczenie pozwoliło mi kontynuować swoją karierę i przyczyni się do jej długowieczności.” ~ Conor McGregor

Conor zwraca tutaj uwagę na bardzo ważną kwestią, którą już zaznaczyliśmy na samym początku tego materiału – że w przypadku kontuzji nie chodzi jedynie o powrót do zdrowia.
To jest pewnego rodzaju bardzo powszechne założenie, że gdy pojawia się kontuzja, to rzucamy wtedy wszystko i skupiamy się jedynie na powrocie do zdrowia. Natomiast w takim przypadku znajdujemy się w położeniu, gdzie kontuzja zmusiła nas do wykonania 2 kroków do tyłu, a my następnie poświęcamy tygodnie czy nawet miesiące na zrobienie 2 kroków do przodu i przywrócenia samego siebie do punktu 0 po tym całym żmudnym wysiłku. Wtedy jasne jest, że będziemy mieli poczucie straty.
Dlatego też naszym celem jest dobór odpowiedniej strategii – o której już sobie powiedzieliśmy. I to jest strategia polegająca na tym, że kontuzja wcale nie cofa nas o 2 kroki do tyłu; bądź też strategia polegająca na tym, że owszem cofamy się o dwa kroki do tyłu, ale powracając robimy 4 kroki do przodu.
Drugi aspekt, o którym wspomina tutaj Conor – to potraktowanie kontuzji jako procesu samopoznania. I teraz sobie wytłumaczmy o co w tym chodzi.
Popatrz sobie na swoją karierę w ten sposób: żeby zrealizować swoją wizję sportową, potrzebujesz osiągnąć odpowiedni poziom umiejętności. Żeby z kolei osiągnąć odpowiedni poziom umiejętności, to potrzebujesz mieć jak największą świadomość odnośnie samego siebie i swojego sportu – po to żeby wiedzieć co robić a czego nie robić; gdzie masz największe deficyty a gdzie masz największe atuty; co może dać Ci największą dźwignię do rozwoju a co jedynie iluzję tej dźwigni. Nie ma jednego uniwersalnego programu treningowego – najlepszy program treningowy jest zawsze dopasowywany indywidualnie do zawodnika. Więc potrzebujesz poznać siebie i poznać swój sport na głębokim poziomie. Dwa najważniejsze obszary do studiowania, to studiowanie samego siebie i studiowanie swojego sportu. Każdego dnia. Ta wiedza jest absolutnie niezbędna do robienia wyników na najwyższym poziomie.
Swoją drogą – jeśli w sporcie na najwyższym poziomie chodzi o osiąganie swoich limitów, to jak rozpoznasz, gdzie znajdują się Twoje limity?
Jedynym sposobem, by dowiedzieć się, gdzie znajduje się nasza granica możliwości jest spróbować ja przekroczyć. I moment, gdy ją przekraczamy, jest momentem otrzymania informacji pt. “to tutaj”.
Pamiętam jak kiedyś zjeżdżając na nartach testowałem, gdzie właściwie znajduje się moja granica. I przez wszystkie zjazdy tamtego dnia byłem niepocieszony, bo za każdym razem otrzymywałem informację “to jeszcze nie tutaj”. Dopiero ostatni zjazd dostarczył mi pożądanej odpowiedzi, gdy rozpędziłem się do takiej prędkości, która spowodowała upadek. Wtedy dowiedziałem się, gdzie jest ta granica.
Ten upadek, to drobne stłuczenie było po to, by poznać samego siebie i wiedzieć na ile mogę sobie pozwolić. Tym samym stanowiło to dla mnie ochronę przed podjęciem przerastającego mnie ryzyka, które mogłoby się skończyć bardzo poważnym urazem.
Czy zatem eksponowanie się na te mikro urazy w celu poznania samego siebie i tym samym uchronienia się przed poważnym urazem wynikającym z braku świadomości samego siebie – nie jest przypadkiem kierunkiem, który jest warty zastanowienia?
Oczywiście możemy uznać, że wcale nie trzeba wchodzić na poziom swoich limitów. Jeśli nasze aspiracje nie sięgają na poziom elitarny to faktycznie nie trzeba, ale moim zdaniem zdecydowanie warto znać poziom swoich limitów. Bo w przeciwnym razie operujemy jedynie na poziomie swojej percepcji odnośnie tego, gdzie mój limit jest. A ta percepcja może się okazać błędna. Ta percepcja może wskazywać limit, gdzie tak naprawdę to jest dopiero Twoje realne 70%. I czy możesz sobie pozwolić na to, by trenować do poziomu 70% przez całą swoją karierę? Czy to nie okaże się zbyt dużym ryzykiem, które podejmiesz?
Zważywszy na to, że przecież w Navy Seals figuruje ta zasada 40%, według której umysł wysyła nam sygnał “to już koniec”, podczas gdy doszliśmy zaledwie do 40% swoich możliwości. Ja to zjawisko opisywałem kiedyś a propos swojego doświadczenia z maratonem.
A co jeśli kontuzja wynika z niewłaściwego sposobu prowadzenia się? Swojego ciała bądź swojego umysłu. Czy nie lepiej dowiedzieć się tego teraz i móc dzięki temu wprowadzić niezbędne poprawki?
A co jeśli ta kontuzja musiała przynieść duże cierpienie emocjonalne, bo wymagane było dokonanie radykalnych zmian u siebie (w swoim myśleniu, w swoich nawykach)?. My radykalnie zmieniamy się jedynie pod wpływem bardzo silnych emocji. Gdyby było niewielkie cierpienie, to zapewne zostałoby przez nas zignorowane.
A co jeśli kontuzja ostatecznie przyniosłaby nawet ten najgorszy możliwy scenariusz, czyli przedwczesne zakończenie kariery? Chociaż nieporównywalnie częstszym powodem przedwczesnego zakończenia kariery jest nieodpowiedni poziom umiejętności – wynikający z niezadbania o odpowiedni progres – o czym sobie tu czy w innych materiałach cały czas mówimy. Z resztą jeśli śledzisz akurat mojego Instagrama, to zdecydowana większość rzeczy, które ja wrzucam sprowadza się do zadbania o właściwy progres, bo nie dostrzegam kwestii istotniejszej w sporcie.
Okej, ale wracając – załóżmy, że akurat poważna kontuzja może ostatecznie przyczynić się do przedwczesnego zakończenia kariery. Czyli wydarzył się najgorszy możliwy scenariusz. Tak, ten scenariusz będzie bardzo bolesny, ale możemy spróbować do niego podejść z trochę innej perspektywy, która sprawi, że być może będziesz w stanie się ponownie odnaleźć i dalej móc czerpać frajdę ze swojego sportu.
I tutaj przywołuje mi się na myśl przykład Phila Jacksona – tego koszykarskiego trenera, który prowadził Chicago Bulls w ich okresie świetności a później LA Lakers. Gościa, który trenował Michaela Jordana, Kobego Bryanta, Shaquille’a O’Neal’a – którzy zgodnie twierdzili, że był najlepszym trenerem z jakim pracowali. Ale poza tym, że był trenerem uwielbianym przez swoich zawodników, to jeszcze stał się najbardziej legendarnym trenerem w historii, zdobywając 11 tytułów mistrzowskich.
Zanim jednak do tego doszło, to Phil był aktywnym zawodnikiem, który w swojej karierze wywalczył 2 tytuły mistrzowskie w NBA. Jednak w pewnym momencie doznał on kontuzji kręgosłupa, która wykluczyła go z gry na ok. rok czasu. Jako, że jego trener nie chciał, by Phil pozostawał poza drużyną, to jeździł z nimi na wszystkie mecze i pomagał mu w roli asystenta. Tak Phil zaczął się uczyć trenerskiego rzemiosła. Dzięki tej kontuzji i temu jak ją wówczas wykorzystał – to będąc świetnym zawodnikiem (bo jednak mówimy o 2 mistrzostwach w najlepszej lidze na świecie!), mógł stał się legendarnym trenerem – wielokrotnie przebijając swoje osiągnięcia jako zawodnika.
Więc ostatecznie on zapewnił sobie maksymalny sukces jaki mógł osiągnąć w swoim życiu – a zapewne doznając tej kontuzji, początkowo uznawał, że to jest najgorsze co go w życiu spotkało. Z tego czegoś najgorszego – narodził się wówczas sukces, którego z pewnością nie byłby w stanie nigdy osiągnąć jako zawodnik. Bo nie był on na tyle utalentowanym zawodnikiem, by być rozpatrywanym wśród najlepszych w historii. Zrobił to za to na innym szczeblu sportowym – tym, do którego jak się okazało miał jeszcze większe predyspozycje.

Biorąc pod uwagę te 2 najbardziej fundamentalne wartości w sporcie, o których wcześniej sobie wspomnieliśmy, czyli osiągnięcia oraz sama możliwość ciągłego uprawiania swojego sportu, to Phil pokazuje, że można zrealizować wartość pt. osiagnięcia – nawet nie będąc czynnym zawodnikiem.
Jednocześnie zakończenie kariery z powodu kontuzji, nie wyklucza tego, że nie będziemy mogli już trenować swojego sportu. Może nie zawodowo – ale, gdy sobie przypomnisz dlaczego zacząłeś trenować swój sportu, to tam na początku chodziło wyłącznie o pasję związaną z samym faktem robienia tego. Wtedy zostałeś w pewien sposób połączony z tym sportem na zawsze. I dlatego kończąc karierę czy to z powodu kontuzji, czy z powodu wieku – nie powinieneś kończyć swojego dalszego trenowania i bawienia się tym sportem. Bo jeśli to jest dla Ciebie najbardziej fascynującą rzeczą na świecie, to powinieneś to robić do ostatniego dnia swojego życia.
Każda sytuacja, której doświadczamy na swojej drodze sportowej jest po prostu jakąś informacją dla nas. Czasami jest to informacja, że idziemy w dobrym kierunku i powinniśmy to kontynuować. Czasami jest to informacja, że gdzieś zboczyliśmy z trasy i powinniśmy z powrotem na nią wrócić. A czasami to jest wskazanie, że nasza ścieżka prowadzi trochę w innym kierunku, niż początkowo zakładaliśmy. Zatem sukces, porażka, kontuzje to są jedynie punkty informacyjne podczas naszej podróży. One nie są niczym ostatecznym, one są jedynie etapem przejściowym, który ma na celu poszerzyć naszą świadomość, byśmy byli w stanie jeszcze skuteczniej doświadczaj swojej dalszej podróży.
I tego nam wszystkim życzę – dalszego poszerzania świadomości podczas swojej indywidualnej podróży!
Udostępnij ten artykuł
Facebook LinkedIn Twitter



