Ten wpis jest inspirowany filmem “Siła spokoju”, który moim (nie zawsze) skromnym zdaniem stanowi kompendium na temat tego jak zarządzać swoim umysłem. Ilość ciekawych zagadnień jest tam przeogromna, więc jeśli jeszcze nie widziałeś tej produkcji to zdecydowanie polecam, bo z pewnością nie wyczerpię tutaj tych tematów. Moim zamysłem było wyselekcjonowanie zagadnień, które wpisują się w kanwę budowania mentalności wojownika i właśnie na tym aspekcie się tutaj skupimy.

Dlaczego odpowiednia mentalność jest tak ważna w Twojej sportowej przygodzie? Bo sukcesy, momenty chwały i wszystkie te najbardziej przez nas pożądane chwile pojawiają się tylko raz na jakiś czas. Cała reszta to jest droga, która do tego wszystkiego prowadzi, a ona nie jest usłana różami, raczej cierniami. Codzienna rutyna, nieustanne negocjowanie z samym sobą by podejmować te najbardziej wartościowe decyzje (które zwykle są zdecydowanie mniej przyjemne w danej chwili) pojawiające się porażki, urazy wykluczające z gry czy gdy w końcu przychodzi ten długo wyczekiwany czas wielkiego meczu/zawodów to przytłaczająca presja, która uniemożliwia pokazania pełni swoich możliwości.

I dlatego właśnie sport to jest bardzo samotna gra, gdzie przez większość czasu jesteś tylko Ty ze swoimi własnymi myślami. I teraz w zależności od tego jak wygląda Twoje mentalne nastawienie, to będziesz radził sobie mniej lub bardziej skutecznie. 
Zatem wpis jest o tym: jak poradzić sobie z tymi wszystkimi pojawiającymi się na drodze trudnościami.

‌”Wszyscy mówią ci co robić i co jest dla ciebie dobre. Nie chcą żebyś szukał własnych odpowiedzi, tylko przyjął ich. A ja chcę żebyś przestał czekać na informacje z zewnątrz, a poszukał ich w środku. Ludzie boją się tego co w środku a tylko tam znajdą to czego im potrzeba”

Patrząc przez pryzmat swojego doświadczenia, to zauważyłem, że najwięcej rad na temat tego jak powinniśmy żyć dają nam osoby, które najbardziej nie ogarniają swojego życia. I oczywiście są to pewnego rodzaju mechanizmy, które sterują ludźmi na poziomie podświadomości, chociażby kwestia związana z tym, że jak ja powiem Ci jak masz się zachowywać, to Ty będziesz dla mnie teraz bardziej przewidywalny, a jak jesteś bardziej przewidywalny to stanowisz mniejsze zagrożenie (bo najbardziej boimy się tego co nieznane, nieprzewidywalne). Często też przemawia tutaj zazdrość jednostek, które mają same sobie coś do zarzucenia i w ten sposób nie będąc do końca spełnionymi, chcą by inni też tego zaszczytnego pragnienia nie dostąpili.

Nikt, dosłownie nikt nie zna Ciebie lepiej niż Ty sam. Nikomu tak bardzo nie zależy na Twoim szczęściu jak Tobie samemu. A to Ci daje jasną informację: byś zaczął bardziej zwracać uwagę na samego siebie, na to co TY myślisz i czujesz. W psychologii ten proces nazywa się introspekcją – czyli wglądem w siebie.

Poznawanie siebie to jest długotrwały proces, bo tak samo jak całe życie spędzamy ucząc się rzeczywistości dookoła, tak samo wiele czasu potrzeba by zacząć rozumieć samego siebie – dlatego zasugeruję od czego ja bym w tym aspekcie w ogóle zaczął. Poszukałbym swoich wartości, czyli “na czym tak naprawdę Ci tutaj zależy?”.

I nie chodzi o to na czym Ci “powinno” zależeć – bo ktoś tego od Ciebie oczekuje; ani też nie chodzi o to co będzie na tyle “atrakcyjne” by móc później opowiadać o tym innym ludziom. Bo innych ludzi i tak to nie interesuje, oni mają swoje życie i swoje problemy.

Więc gdy już sobie odpowiesz na to jedno zasadnicze pytanie to następnie będziesz:

  • miał bardzo dużą motywację, bo podpinając swoje cele pod wartości Twój mózg będzie Cię popychał w tym kierunku,
  • wiedział jakie decyzje w życiu podejmować, bo wystarczy, że każdy dylemat zaczniesz przepuszczać przez filtr pt. “czy to jest związane z moją wartością?” i automatycznie będziesz miał odpowiedź jak należy postąpić.

“Wojownik nie rezygnuje z tego co kocha. Znajduje miłość w tym co robi. Wojownikowi nie chodzi o perfekcję, zwycięstwo czy niewrażliwość na ciosy. Zależy mu na absolutnej wrażliwości, bo tylko ona jest prawdziwą odwagą”

Dla mnie odwaga to jest proporcja pomiędzy tym jak bardzo się czegoś boimy a jak bardzo w kierunku tego lęku jesteśmy w stanie podążać. Więc odwaga nie ma nic wspólnego z tym co widzimy na zewnątrz – ona odbywa się w pełni na poziomie mentalnym, a zatem dotyczy naszych odczuć. Im mniej się czegoś boisz, tym mniejsza jest odwaga w momencie gdy to robisz. Zatem to, że widzisz kogoś kto świetnie sobie radzi rozgrywając mecz pod dużą presją wcale nie oznacza, że jest on bardziej odważny od Ciebie – to jest jedynie zniekształcenie, które zrobił Twój umysł. Bo ten zawodnik np. może mieć już na swoim koncie takich meczów dziesiątki/setki (a im więcej razy coś powtórzysz, tym bardziej zanika Twoja wrażliwość na dany bodziec). Albo przeszedł już w życiu przez tak stresujące sytuację, że perspektywa gry w ważnym meczu przestaje być dla niego szczególnie straszna. Albo po prostu ma inną strukturę mózgu – bo w zależności od tego jak nasz mózg jest fizycznie uformowany to odczuwamy bardziej/mniej różne doświadczenia emocjonalne. 

Jest cała masa różnych zmiennych, które pokazują, że jak ktoś już sobie świetnie radzi w warunkach, w których Ty też byś chciał, a jeszcze nie potrafisz, to wcale nie oznacza, że on jest lepszy… Największą sztuką przecież nie jest robić rzeczy, które nie sprawiają nam specjalnych trudności. Nie za takie rzeczy podziwiamy innych. Odwaga nie jest w ogóle związana z tym jak coś prezentuje się na zewnątrz, a jest związana z tym jak radzisz sobie z tymi wszystkimi doznaniami emocjonalnymi, które czujesz w środku. Dlatego też możesz gorzej radzić sobie na zewnątrz, ale w swojej głowie być w stanie znosić większy dyskomfort emocjonalny – i wtedy pomimo, że jeszcze nie masz takich wyników jakie byś chciał mieć, to jesteś na zdecydowanie większym poziomie odporności emocjonalnej, co oznacza, że będziesz w stanie radzić sobie z dużo większymi demonami w przyszłości.

Bo odwaga = wrażliwość, czyli ile jesteś w stanie znieść emocjonalnego dyskomfortu. Właśnie to jest wyznacznikiem największego sukcesu. I ja wiem, że żyjemy w rzeczywistości, gdzie największe sukcesy są determinowane przez czynniki zewnętrzne (to jakie wyniki osiągamy), natomiast dobra wiadomośc jest taka: im większy sukces zdobędziesz w swoim świecie wewnętrznym, tym łatwiej Ci będzie o sukces w świecie zewnętrznym.

Doskonałym odzwierciedleniem tego wszystkiego są słowa Kobego Bryanta, który zapytany o to jak definiuje życie swoimi marzeniami, odpowiedział:

“To te momenty, kiedy wstajesz wcześnie i ciężko pracujesz. To te momenty, kiedy nie masz ochoty pracować, kiedy jesteś za bardzo zmęczony, gdy nie chcesz się katować ale robisz to tak czy inaczej”. 

A więc wracając do naszego głównego cytatu, chodzi o to, byś poświęcił się dla tego co kochasz i zamiast unikania tych emocjonalnych doznań, zaakceptował je i przyjął. Bo właśnie to jest oznaką mentalności wojownika, bo właśnie ta wymagająca podróż będzie dla Ciebie ostatecznie największą nagrodą, gdy spojrzysz na to z perspektywy czasu.

“‌Wędrówka daje szczęście, a nie jej cel”

Czyli coś co jest prawdą, a prawie nikt w to nie wierzy. Pozwól, że Ci wytłumaczę na jakiej zasadzie działa ten mechanizm. W momencie gdy mamy wyznaczony cel – to pomiędzy naszą obecną sytuacją a wyznaczonym celem jest luka. I ta luka powoduje u nas pewnego rodzaju dyskomfort (napięcie). W momencie, gdy podejmujemy się realizacji tego celu, to ta luka się zmniejsza, a jak się zmniejsza to tym samym redukujemy to napięcie, które ona stworzyła. Z kolei redukcja dyskomfortu daje nam poczucie przyjemności.

Ponadto wędrówka wiąże się z wkładaniem wysiłku, zaangażowania, poświęcenia a te czynniki właśnie sprawiają, że jeszcze bardziej to coś doceniamy. Jeżeli coś jest łatwe, to tego nie doceniamy. Jeśli wkładamy w coś wysiłek, to to lepiej smakuje.

Kolejna kwestia: w trakcie naszej podróży zazwyczaj wyobrażamy sobie te pozytywne odczucia, które będą nam towarzyszyły, gdy już osiągniemy swój upragniony cel. Te odczucia są wyidealizowane, bo zwykle nie czujemy się tak “wspaniale”, gdy już dotrzemy do mety. Więc w trakcie podróży de facto jesteśmy w stanie czuć się jeszcze lepiej niż przy ostatecznym sukcesie.

Natomiast jeśli chodzi o sam cel, to tutaj jest sytuacja odwrotna. W swojej głowie zakładaliśmy, że będziemy odczuwać szczęście na poziomie 10, a odczuwamy na poziomie 8 i pojawia się rozczarowanie. Jakby tego było mało, to nasz mózg przyzwyczaja się do doznań emocjonalnych, których doświadcza i za chwilę szczęście z poziomu 8 będzie nam sprawiało tyle szczęścia co szczęście z poziomu 7. Następnie: emocje są strasznie ulotne – przed chwilą się cieszyliśmy, ale za chwilę wrócimy do naszego normalnego funkcjonowania, skupimy się na innych rzeczach i te emocje się zmienią. Dodatkowo pojawia się uczucie pustki, bo nie wiemy teraz co dalej, gdzie mamy następnie dążyć – co jest już prostą drogą w kierunku apatii.


Więc to wędrówka daje nam najwięcej satysfakcji (przypomnij sobie jakiś swój cel, w który musiałeś włożyć mnóstwo trudu i odpowiedz sobie na pytanie: czy jak sobie patrzysz wstecz to bardziej fascynuje Cię ta podróż czy ostateczny rezultat?). My jesteśmy bardziej uwarunkowani na postępy w osiąganiu celu niż na faktyczne jego osiągnięcie.

Jeśli nie kochasz swojej podróży to nie będziesz w stanie pracować tyle ile ktoś kto jest tym zafascynowany. Jeśli nie kochasz swojej podróży to przez 99% czasu będziesz nieszczęśliwy, czekając na ten jeden wyjątkowy moment, kiedy w końcu osiągniesz swój sukces. Natomiast tych momentów jest zdecydowanie za mało, by na nich budować swoją motywację.

Na potwierdzenie tego wszystkiego po raz kolejny chęć zabrania głosu zgłasza Kobe Bryant. Proszę bardzo Kobe, powiedz nam w takim razie jak Ty to widzisz – czy chodzi o cel czy podróż?

“Tutaj nie ma nic skomplikowanego. Wspólną wartością, którą wszyscy tutaj dzielimy [wszyscy – w domyśle chodzi o najwybitniejszych sportowców] jest to, że całkowicie kochamy to co robimy. Tu nie chodzi o sławę. Nie chodzi o pieniądze. Nie chodzi nawet o mistrzostwa. Chodzi o czystą miłość do tego co robimy. Dlatego robimy to cały czas, uczymy się tego non stop a w rezultacie mistrzostwa same przychodzą”.

A to nas prosto prowadzi do kolejnego zagadnienia jakim jest koncept związany z umysłowymi założeniami.

“Niemal cała ludzkość podziela twoją skłonność. Gdy nie dostają tego czego pragną, cierpią. A nawet jak dostaną dokładnie to czego chcieli i tak cierpią, bo nie mogą zatrzymać tego na zawsze”

Idea jest tutaj następująca: mamy w swojej głowie określone założenia, które WIERZYMY, że jak zrealizujemy to wówczas poczujemy się w określony sposób (np. szczęśliwi, mający wysokie poczucie własnej wartości). 

To założenie wygląda mniej więcej tak: będę czuł się wartościowy, jak tylko… (zdobędę złoto; wygram ten turniej; pokonam tego przeciwnika). I w ten właśnie sposób dopóki tego nie zdobędziemy to nie będziemy mogli czuć się wartościowi (bo mamy stworzone określone ograniczenia).

Z kolei gdy już te osiągnięcia zdobędziemy to one są aktualne tylko w tym jednym momencie, gdy się właśnie wydarzyły. Za chwilę natomiast rzeczywistość już jest zupełnie inna, rzeczywistość się zmieniła (tak jak się zmienia nieustannie) i ta magiczna chwila staje się ulotną, nie ma już miejsca w świecie realnym ale jedynie w naszych wspomnieniach.

Prawda jest taka, że na bardzo głębokim poziomie umysłowym to nam w ogóle nie zależy na tych wszystkich osiągnięciach, ale na emocjach, które WIERZYMY, że te rzeczy w nas wywołają. A te emocje jesteśmy w stanie wywoływać tak naprawdę w każdej chwili poprzez np. wyobrażanie sobie różnego rodzaju rzeczy. 

Na początku zweryfikuj o jakie odczucie Ci najbardziej chodzi a następnie poczuj je już teraz. Np. chcesz się poczuć wartościowo z samym sobą: w takim razie przypomnij sobie sytuacje, kiedy byłeś dumny z samego siebie. Co takiego zrobiłeś, co później spowodowało, że czułeś się ze sobą świetnie? Poświęć chwilę na doświadczenie tych odczuć, a tym samym zobaczysz, że potrafisz samodzielnie wpływać na to jak się czujesz i nie potrzebujesz do tego żadnych elementów z zewnątrz.

I to wcale nie oznacza, że osiąganie rzeczy jest czymś złym i nie powinieneś tego robić. Natomiast negatywne staje się to wtedy, gdy od zewnętrznych osiągnięć uzależniamy to jak się czujemy – bo wówczas tracimy nad tym kontrolę.

Więc zamiast tego zacznij z poziomu “jestem już wartościowy”, a wszystkie te osiągnięcia traktuj po prostu jako bonusy, które dostarczają Ci dodatkowych wrażeń.

“‌Wojownik potrafi medytować w każdej sytuacji”

I przechodzimy chyba do najbardziej fascynującego konceptu – czyli w jaki sposób osiągnąć następujący stan: bierzesz udział w najważniejszych zawodach swojego życia, jesteś w pełni skupiony na swoim zadaniu, nie odczuwasz presji i notujesz najlepszy występ w swojej karierze?

Z jednej strony jest to sprawa Twojego mindsetu (tego w jaki sposób myślisz): nastawienie skierowane na podróż a nie na wynik po to by nauczyć swoją podświadomość bardzo konkretnego modelu koncentracji uwagi: skupiania się na tym co możesz kontrolować i akceptowania tego czego nie możesz kontrolować. I ja wiem, że w sporcie wszyscy Cię będą rozliczali wyłącznie za wyniki, natomiast tutaj nie chodzi o to, by z nich rezygnować, wręcz przeciwnie: gdy położysz na nie mniejszy nacisk, to tym samym zmniejszysz ciążącą na Tobie presję. A jak mniejsza presja, to lepsze występy i w rezultacie lepsze wyniki. Więc robisz to generalnie TYLKO PO TO, by zwiększyć Twoje panowanie nad swoim umysłem.

Z drugiej strony jest to kwestia wyrobienia umiejętności wchodzenia w “tu i teraz”. Jako ludzie jesteśmy zamknięci w permanentnej wędrówce pomiędzy tym co się wydarzyło (przeszłością) a tym co się może wydarzyć (przyszłością). Czyli co prawda aktywnie żyjesz sobie w tej rzeczywistości doświadczając różnych rzeczy, ale generalnie jesteś tu obecny jedynie ciałem, bo umysłem zupełnie gdzie indziej. Jednak od czasu do czasu zdarzają się takie krótkie momenty, gdy na chwilę odzyskujesz swoją świadomość i skupiasz wówczas całą swoją uwagę na tym co się w obrębie Ciebie dzieje. Bez żadnego oceniania, bez tworzenia umysłowych historii – jesteś tylko Ty i chwila, która obecnie trwa.

I naszym zadaniem jest sprawienie, byś osiągał ten stan obecności podczas swoich sportowych występów. A wtedy czynniki, które wywoływały wcześniej u Ciebie dużą presję (takie jak np.: gra na wyjeździe, wygwizdujący kibice, lęk przed konfrontacją z rywalem) przestaną na Ciebie wpływać. Dzieje się tak dlatego, że gdy wyłączysz swój umysł (a on próbuje zawsze kontrolować sytuację), to tym samym pozwalasz by to sytuacja Cię poniosła.


Jak zatem wejść na taki poziom świadomości? Zacznij zwracać uwagę na to co się dzieje w obecnej chwili. Np. załóżmy, że trenujesz boks i ćwiczysz na treningu uderzanie w tarcze: skup się wtedy na każdym pojedynczym ciosie, który wyprowadzasz (na dźwięku uderzenia, na swoim wydechu, na tym jak rotują Twoje biodra, na tym jak się poruszasz).

Po prostu obserwujesz to wszystko co się aktualnie dzieje. Chodzi o to, byś poświęcił całą swoją uwagę temu co w danej chwili ma miejsce, a dzięki temu uniemożliwisz umysłowi by skupiał się na tym co było (przeszłość) albo co może się wydarzyć (przyszłość), a więc tym samym blokujesz tworzenie umysłowych historii.

I na początku to będzie z pewnością trudne, będzie Ci ciężko uzyskać taką koncentrację, ale to jest normalne, bo umiejętność wchodzenia w “tu i teraz” tak samo jak każda inna umiejętność wymaga najpierw wyćwiczenia. Więc nie zrażaj się, gdy nie będzie od razu wychodziło. Nie staraj się też zbyt mocno, bo im bardziej będziesz się starał, tym paradoksalnie gorzej będzie wychodziło. Zamiast tego wyjdź raczej z postawy pt. “próbuję”.

A tutaj masz przykład z finałowej sceny filmu jak ten cały proces powinien wyglądać:

I jako podsumowanie a zarazem przypomnienie o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi:

“Wyrzuć śmieci ze swojej głowy: te wszystkie bzdury, które mówią ci, że nie dasz rady, że jesteś niewystarczająco dobry. Każdy ruch wykonujesz dla samego ruchu. Nie liczą się medale, czy opinia tatusia. Liczy się tylko ta chwila”.

Udostępnij ten artykuł