Wiesz jakie rzeczy mają w sobie największą głębię? Te, o których się nie mówi, te które są nieuświadomione. Podczas, gdy większość ludzi jest skupiona na tym co się głośno sprzedaje, ja chciałbym Cię zachęcić do skupienia się na tym co jest bardziej ukryte, niż na widoku. Bo te rzeczy, które nie są popularne, okazują się często najbardziej wartościowe – dlatego, że są inne, unikatowe. A w środowisku sportowym, gdzie wszystko opiera się na rywalizacji, ten aspekt bycia innym może zapewnić Ci wyjątkową przewagę.
Dlatego też, to co my tutaj robimy, to nie jest standardowy trening mentalny, to bardziej badanie ludzkiej natury i wykorzystywanie tej świadomości do tego, by zoptymalizować samego siebie w kontekście robienia wyników. Więc kwestie, które będziemy poruszać, to jest coś znacznie głębszego niż, to o czym się mówi w kontekście pracy mentalnej u sportowców.
W tym wpisie zajmiemy się tematem autosabotaży w sporcie. Bo pracując z różnymi zawodnikami zauważyłem, że to jest coś, co często w najbardziej negatywny sposób wpływa na ogólną jakość kariery u zawodnika. A te rzeczy, które mają największy negatywny wpływ, to nie są zwykle te problemy, które dostrzegamy u siebie na co dzień. Te problemy, które dostrzegamy są generalnie po to, by właśnie odciągać naszą uwagę od tego, co ma największe przełożenie na rozwój naszych możliwości.
Żeby być w stanie to dostrzec, będziemy musieli zagłębić się w mechanizmy, które są ulokowane bardzo głęboko w naszej podświadomości. A z reguły im głębiej coś znajduje się w naszej podświadomości, tym lepiej jest to ukryte. Więc myślę, że skomplikowalność tego jest głównym powodem, dla którego temat autosabotaży w sporcie nie istnieje w żadnych opracowaniach, a przynajmniej ja nigdy się z czymś takim nie spotkałem – więc Ciebie zachęcam, by tego wpisu nie rozgłaszać, a zachować go dla siebie, do budowania swojej przewagi w sporcie. Tym bardziej, gdy w pewnym momencie dostrzeżesz, jak ogromne ma to przełożenie na rozwój Twoich umiejętności.
To czego się dowiesz z tego wpisu będzie z jednej strony niekomfortowe, ale z drugiej strony zapewniające Ci duże poczucie nadziei. Bo ogólny wniosek brzmi następująco: to czy osiągniesz swój sukces w sporcie zależy w 99% przypadków od Ciebie. Ten 1% zostawiam na sytuacje, gdzie z jakiegoś powodu mogłoby dojść do nieodwracalnych uszkodzeń Twojego zdrowia, co nieodwracalnie ograniczyłoby Twój prezentowany poziom (chociaż i tutaj moglibyśmy polemizować, bo przecież historia zna wiele przypadków, gdzie nieodwracalne uszkodzenia ciała okazywały się jednak odwracalnymi, gdy w odpowiedni sposób się do nich podeszło).
Świadomość, że nasz sukces w sporcie w 99% zależy od nas, może być obciążająca pod kątem tego, że nie ma na kogo zrzucić winy za nasze niepowodzenia. To będzie przynajmniej przez pewien czas niekomfortowe, ale pamiętaj, że jesteś w środowisku sportowym, więc dyskomfort jest czymś, do czego Ty od lat jesteś przyzwyczajony. Ja też pokażę Ci w jaki sposób możesz do tego podejść, by zachować to poczucie sprawczości, w momencie – gdy decydujesz się przyjąć do siebie tę świadomość. Więc spokojnie, nie zostaniesz tutaj z tym sam.
Z drugiej strony spójrz jakie to uwalniające, gdy sobie uświadomisz, że nie zależysz od nikogo. Że to czy zrealizujesz swoje marzenie sportowe jest zależne tylko od Ciebie.
W momencie, gdy cała ta odpowiedzialność spoczywa na Tobie, to teraz Twoim obowiązkiem powinno być dopilnowanie, że będziesz robił wszystko, co powinieneś robić i przede wszystkim (a to jest nawet trudniejszy aspekt do uzyskania) dowiesz się tego co powinieneś robić.
Najważniejszą batalię, którą masz do stoczenia, to jest batalia z Twoim umysłem. Ale mówiąc o batalii z Twoim umysłem nie mam wcale na myśli rozwijania dyscypliny, mam na myśli rozwijanie świadomości. Dlatego, że Twoim głównym zagrożeniem nie jest lenistwo, tylko ignorancja. A czym jest ignorancja? Przekonaniem ego, że “wie”, chociaż w gruncie rzeczy “nie wie”. A, gdy ego nie wie tego, że “nie wie”, to nie dostrzega powodu do zmiany.
Ten wpis ma na celu wiele rzeczy Ci uświadomić, ale także pokazać jak możesz później samodzielnie tę swoją świadomość rozwijać, bo to nigdy nie jest etap skończony. Pokażę Ci pewne konkretne obszary, którym warto się przyjrzeć, natomiast chciałbym byś później już sam odniósł te poznane tutaj kwestie do samego siebie i wyciągnął własne wnioski.
Autosabotaż
Autosabotaż to zjawisko, gdzie sami sabotujemy realizację swoich celów. Czyli jedna część Ciebie (zwykle umysł świadomy) chce iść do przodu, z kolei druga część Ciebie (zwykle umysł podświadomy) chce zostać tu gdzie jesteś.
Mając taki konflikt wewnętrzny nasz system musi w jakiś sposób to pogodzić i zwykle godzi to tak, że mamy swoją wizję sportową i świadomie staramy się ją realizować, jednocześnie podświadomie pilnując, by podejmować działania, które ostatecznie na zrealizowanie tej wizji nie wystarczą.
Bo wtedy możemy z czystym sumieniem stwierdzić, że “przecież zrobiłem wszystko co mogłem, więc jeśli się nie udało, to było to niezależne ode mnie” i poprzez taką interpretację ta część Ciebie, która chciała sukcesu jest rozgrzeszona, a ta część Ciebie, która nie chciała sukcesu jest zadowolona bo przecież się nie udało.
To jest sposób ego na wygrywanie wewnętrznych konfliktów, chociaż tak naprawdę jest to tworzenie iluzji, że ten konflikt wygrywamy, bo pod spodem widać, że ponosimy porażkę.
Skąd bierze się w takim razie ten konflikt wewnętrzny? Z rozdźwięku pomiędzy tym, czego chce nasz umysł świadomy, a tym czego chce nasz umysł podświadomy:
- umysł świadomy chce doświadczać przyjemności, radości, realizować swoje cele – więc opiera się on na jakości życia.
- umysł podświadomy jest przede wszystkim po to, by zapewniać nam bezpieczeństwo i przetrwanie.
Żeby móc przetrwać, to potrzebujemy informacji, na temat siebie; innych ludzi; świata. Bo mając te informacje, jesteśmy wówczas w stanie przewidywać: czego po różnych ludziach/sytuacjach można się spodziewać. Co robić a czego unikać. Jak poradzić sobie z określonymi trudnościami itd.
Te informacje oraz strategie radzenia sobie z rzeczywistością nabywamy na samym początku naszego życia, od osób które są nam najbliższe. A następnie to powtarzamy, bo skoro zapewnia nam przetrwanie, to działa.
Te wzorce myślowe i strategie działania, które przyjęliśmy stają się naszą strefą bezpieczeństwa. Czyli to jak nauczyłem się: postrzegać siebie, innych, świat jest bezpieczne. To jak nauczyłem się reagować w różnych sytuacjach jest bezpieczne. Bezpieczne jest również to, w jakim środowisku dorastałem, z jakimi problemami się mierzyłem. Nawet jeśli któraś z tych rzeczy nie jest komfortowa/przyjemna, to nieistotne, liczy się, że jest znana. Bo to co znane, jest bezpieczne.
My podświadomie organizujemy sobie tak życie, by doświadczać tego, czego już doświadczaliśmy. By pozwalać światu traktować nas, tak jak już nas traktował. Innymi słowy: by pozostawać cały czas w położeniu, które najlepiej znamy.
I żebyś zrozumiał to na konkretnym przykładzie, to przejdźmy sobie teraz do wypowiedzi Mike Tysona:
“Chodziło o kwestię tak zwanego poczucia normalności. Zdrowy człowiek ma je zazwyczaj na wysokim poziomie, za to moja normalność znajdowała się w rynsztoku. Dla Tysona normalny był seks, alkohol, narkotyki, przemoc, a potem jeszcze więcej seksu, więcej alkoholu, więcej przemocy i całkowity chaos…”.
“Byłem zwykłym debilem z niskim poczuciem własnej wartości, ale przez to, że cały świat zapewniał mnie, jaki jestem wspaniały, stałem się narcystycznym debilem z niskim poczuciem własnej wartości i olbrzymim ego. Moja terapeutka podejrzewała, że wciąż jestem uzależniony od chaosu dzieciństwa i właśnie dlatego za każdym razem, kiedy przytrafia mi się coś dobrego, próbuję to zniszczyć. Ożeniłem się z lekarką i miałem dwójkę cudownych dzieci, ale przez cały czas pieprzyłem na boku striptizerki, brałem narkotyki i piłem”.

To poczucie normalności, to jest właśnie to na co mieliśmy ekspozycję we wczesnym okresie naszego życia. To się zapisuje w naszym umyśle jako “punkt wyjścia” i podświadomie będziemy tego nieustannie poszukiwać, bo jest dla nas znane i tym samym stanowi strefę bezpieczeństwa.
Dla Mike’a tą strefą bezpieczeństwa był chaos. Więc, w momencie, gdy osiągał on sukces w jakimkolwiek obszarze swojego życia, to następnie doprowadzał do destrukcji tego. Bo sukces, porządek, brak problemów – to nie była jego strefa bezpieczeństwa.
Dostrzegasz teraz ten autosabotaż? Gdzie dwie części osobowości chcą dwóch różnych rzeczy? Tutaj akurat chodziło o konflikt pomiędzy tym “co chcę osiągnąć”, a tym “co jest dla mnie podświadomie znane”.
Tych źródeł konfliktów wewnętrznych jest oczywiście zdecydowanie więcej. Ale do tego sobie jeszcze wrócimy później.
Rodzaje autosabotażu
Jeśli chodzi o rodzaje autosabotażu, to może on być:
- uświadomiony
- nieuświadomiony
Uświadomiony oznacza, że zauważasz u siebie (w mniejszym bądź większym stopniu) występujące zachowania bądź stany emocjonalne, które nie są korzystne pod kątem realizacji Twojej kariery sportowej.
Nieuświadomiony z kolei oznacza, że występują u Ciebie określone zachowania bądź stany emocjonalne, które mają niekorzystny wpływ na Twoją karierę, ale jednocześnie ich nie zauważasz. To również oznacza, że możesz przyciągać określone negatywne sytuacje, bo doświadczanie ich spełnia jakąś ukrytą funkcję.
Autosabotaż uświadomiony
Uświadomiony autosabotaż, to sytuacje, gdy dostrzegasz, że coś nie działa tak jak powinno. Mamy tutaj 3 następujące kategorie:
- nie robisz tego, co powinieneś (coś sobie postanawiasz, planujesz a później z jakiegoś powodu tego nie robisz)
- robisz coś, czego nie powinieneś (sytuacja odwrotna – podejmujesz działania, które są niekorzystne dla Twojego zdrowia fizycznego / psychicznego czy rozwoju Twojej kariery)
- nie czujesz się tak, jakbyś chciał się czuć (w określonych sytuacjach nie odczuwasz takich emocji, które byłyby dla Ciebie korzystne)
Z całą pewnością każdego dnia doświadczasz sytuacji, które wkomponowują się w każdą z tych 3 kategorii. Natomiast naszym zadaniem nie jest przepracowywanie wszystkiego. Naszym zadaniem jest szukanie tego co daje największą dźwignię dla Twojej kariery i skupienie się przede wszystkim na tym.
Więc na początku odpowiedz sobie na następujące pytanie:
“co musiałbym zacząć robić, czego obecnie nie robię, bym mógł zrealizować swoją wizję sportową”?
To pytanie wskaże Ci obszary, które są do zmiany na już. I na razie skup się przede wszystkim na tym.
Tych tematów wychodzących z uświadomionego autosabotażu będzie dużo, a moim celem jest jak najbardziej naprowadzić Cię na znalezienie priorytetów, nie mając jednocześnie żadnych informacji na temat Ciebie i Twojej kariery. Dlatego zacząłbym właśnie od odpowiedzi na to pytanie. I jednocześnie postawiłbym tutaj kropkę jeśli chodzi o uświadomiony autosabotaż, po to byśmy przeszli do czegoś dużo bardziej złożonego, dużo bardziej ukrytego. Do czegoś co może dać Ci bardzo ale to bardzo duży skok pod kątem Twojej kariery. Chodzi o autosabotaż nieuświadomiony.
Autosabotaż nieuświadomiony
Jeśli chcesz zyskać bardzo znaczący progres swoich umiejętności czy jakości Twojego performance’u, to potrzebujesz dokonać bardzo znaczącej zmiany w swoich działaniach. To jest raczej jasne, że jeśli chcesz uzyskać znaczącą poprawę wyników, to musisz podjąć działania, które są znacząco inne od tych obecnych. I teraz musisz też pamiętać, że zmiana zachowań pociąga za sobą zmianę odczuwanych emocji oraz zmianę przekonań. Więc zmieniając zachowania, nie zmieniamy po prostu tylko zachowań, ale zmieniamy tak naprawdę całą naszą tożsamość.
A zmieniając radykalnie zachowania, zmieniany radykalnie tożsamość.
Przypomnij sobie jak mówiliśmy wcześniej o naszej podświadomości, która dąży do zapewniania nam przetrwania. Tym co znacząco zwiększa szanse na przetrwanie jest operowanie w środowisku, które jest nam znane. A kiedy środowisko jest nam znane? Kiedy to kim jestem ja, inni oraz świat pokrywa się z tym co sądzę nt. siebie, innych, świata. Czyli w momencie, gdy zachowana jest spójność pomiędzy tym jaka jest rzeczywistość na zewnątrz, a jak tę rzeczywistość postrzegamy w swojej głowie.
Dlatego mając określone przekonania nt. siebie, innych, świata – staramy się za wszelką cenę je potwierdzać, po to aby je utrzymać i tym samym funkcjonować w środowisku znanym.
Jednym z takich najsilniejszych mechanizmów wpływających na nasze działania jest zachowywanie spójności ze swoją tożsamością. A tożsamość to nie tylko odpowiedź na pytanie: “kim jestem” ale także wiedza nt. tego jak działa zewnętrzna rzeczywistość i jak ja w tej zewnętrznej rzeczywistości funkcjonuję żeby móc przetrwać.
A więc mamy zbiór różnych przekonań, nawyków, które są sprawdzone. Dlatego Twoja podświadomość nie będzie chciała, byś dokonywał tutaj zmian, a tym bardziej zmian radykalnych – to jest nawiązanie do tego o czym pisałem wyżej, że radykalna zmiana wyników, musi się odbyć poprzez radykalną zmianę zachowań. A radykalna zmiana zachowań to nie tylko radykalna zmiana samych zachowań ale radykalna zmiana naszej tożsamości. Jednocześnie zmiana tożsamości jest niekorzystna z poziomu poczucia bezpieczeństwa – więc jak bardzo niekorzystna z poziomu bezpieczeństwa będzie radykalna zmiana tożsamości?
Dlatego nasz cały system jest bardzo mocno zabezpieczony przed tego typu działaniami. I nie tyle chodzi o zabezpieczenie przed dokonywaniem samych zmian, chodzi przede wszystkim o skuteczne ukrycie tego co zmieniane być nie powinno. Po to by nawet przez myśl Ci nie przeszło, że tam jest jakiś problem, któremu warto się przyjrzeć. W związku z tym te rzeczy są często ukrywane w miejscach, w których nigdy byśmy się ich nie spodziewali. W miejscach, które uważamy, że działają bez zastrzeżeń. Bo jeśli coś co u Ciebie działa poprawnie, to czy będziesz tam w ogóle zaglądał i rozkminiał czy może jednak nie dokonać jakichś zmian? Nie. Ten obszar zostawisz w spokoju i będziesz skupiał się na tych obszarach, które nie działają poprawnie.
Schemat jest tu następujący: podświadomość tworzy nam iluzję, że dana rzecz/obszar nie tylko nie stanowi dla nas problemu, ale wręcz jest czymś, co stanowi naszą silną stronę.
Oprócz tej iluzji, podświadomość podrzuca nam kilka problemów, które przeszkadzają nam na co dzień, a których przepracowanie jednocześnie i tak nie dokona radykalnej zmiany tego kim jesteśmy i gdzie jesteśmy. Chodzi o to byśmy byli zajęci robieniem tego co jest bezpieczne (a bezpieczne jest to co nie dokonuje radykalnej zmiany) i nie mieli nigdy potrzeby spojrzenia tam, gdzie są szanse na realną zmianę.
Dlatego my generalnie skupiamy się na rozwiązywaniu problemów, które powodują dyskomfort a nie problemów, które są najistotniejsze. A pamiętaj o tym, że wyeliminowanie dyskomfortu nie oznacza, że zrealizujesz swoją sportową wizję, z kolei wyeliminowanie najistotniejszych blokad przybliża Cię do niej bardzo mocno.
Przyjrzyjmy się w takim razie kwestiom, którym z dużą pewnością się wcześniej nie przyglądałeś. I zobaczmy, czy może tutaj znajdziesz tę znaczącą dźwignię pod kątem Twoich wyników:
Iluzja atutu
W sporcie istnieje powszechna tendencja do trenowania ciągle tego co nie wychodzi, zamiast doskonalenia swoich atutów. To powszechne podejście jest jak najbardziej w porządku ale na samym początku trenowania danej dyscypliny, natomiast jeśli chcesz zbudować realną przewagę nad innymi zawodnikami to powinieneś przede wszystkim określić swoje atuty, wokół nich wykreować całą swoją grę i nieustannie to doskonalić, by wejść na poziom instynktów. Więc jeśli coś jest Twoim atutem, to tym bardziej powinieneś to trenować, najgorszą perspektywą jest wyjście z założenia “że to już jest wystarczająco dobre”. Bo celem nie jest być wystarczająco dobrym, celem jest być skuteczniejszym od zdecydowanej większości zawodników. A bycie skuteczniejszym odbywa się poprzez zapraszanie innych do swojej gry, tam gdzie ma się największe szanse na wygraną.
Poza atutami czysto sportowymi, mamy również auty psychologiczne. I tutaj chodzi o te umiejętności mentalne, które są tak bardzo pożądane w sporcie, czyli koncentracja, pewność siebie, dyscyplina itd. Powszechne podejście jest następujące: jeśli te umiejętności są na wysokim poziomie to zajebiście, a jeśli nie to chodzi o to, by je wypracowywać.
Chciałbym Ci jednak pokazać pokazać, że to wcale nie jest takie zero-jedynkowe. Weźmy sobie przykład dyscypliny. Dyscyplina oczywiście jest potrzebna, ale ona ma być środkiem prowadzącym do celu pt. zrealizowanie Twojej wizji, a nie ma być celem samym w sobie. A często tak to wygląda, że staje się celem samym w sobie. Wówczas chodzi o to by robić dużo, by być ciągle zajętym – zamiast zatrzymać się na chwilę i zastanowić “które aktywności mają największe przełożenie na poprawę moich umiejętności?”. Bo jeśli celem przestaje być “bycie zajętym”, to identyfikując to co jest priorytetem i robiąc nawet objętościowo mniej – jesteśmy w stanie osiągać lepsze wyniki.
Poza tym, w dyscyplinie tkwi również takie zagrożenie: że może ona zabijać fun; może również powodować, że stajemy się schematyczni; może ograniczać nam kreatywność i otwartość umysłu.
Wiadomo, że bez dyscypliny ciężko będzie Ci zrealizować swoją wizję sportową, ale zwróć sobie uwagę, że te umiejętności, które są tak bardzo pożądane w sporcie, na których tak wiele osób się focusuje, mają również swoje ograniczenia, które nie są przez ogół wcale dostrzegalne. Dlatego celem nie jest te umiejętności (typu dyscyplina, pewność siebie, koncentracja) nieustannie wypracowywać ale odpowiednio je wyważyć, zarządzać nimi – traktując jako środek do celu a nie cel sam w sobie.
Jeśli chodzi o iluzję atutu, to poruszyliśmy sobie dwa różne wątki – że atut dotyczący umiejętności sportowych powinien być nieustannie doskonalony; że atut dotyczący umiejętności psychologicznych ma również swoje ograniczenia; a teraz pora na trzeci wątek pt. “to co uważamy za nasz atut, może być jedynie złudzeniem”.
Pamiętasz jak wspominałem, że jeśli chcemy coś skutecznie ukryć, to najlepiej w miejscu, gdzie nigdy nie pomyślelibyśmy, by szukać? I to jest coś, co generalnie zauważyłem pracując z zawodnikami już na takim głębszym, terapeutycznym poziomie, gdzie okazuje się bardzo często, że źródło naszych najbardziej dotkliwych problemów jest w miejscu, które w ogóle nie uznajemy za problematyczne.
Weźmy sobie konkretny obszar, byś zrozumiał jak to wygląda na przykładzie. Mamy zawodnika, który nie odczuwa presji – a przynajmniej tak właśnie twierdzi, że jest odporny na krytykę, ma dystans do tego co inni na jego temat sądzą itd.
Jeśli mamy wrażenie, że z jakimś danym obszarzem na pewno nie mamy żadnego problemu; że jest to wręcz coś co stanowi naszą silną stronę, to jest duża szansa, że to jedynie złudzenie. Dzieje się tak poprzez różne mechanizmy obronne, gdzie często świadomie nie dostrzegamy, że dana kwestia jest dla nas problematyczna, bo świadomość tego jest dla nas zbyt niewygodna.
Więc wyciszamy sobie wrażliwość emocjonalną; unikamy podświadomie sytuacji, gdzie ktoś może nas ocenić; tworzymy sobie w głowie interpretacje, że opinia innych osób nie jest istotna itd. Tutaj jest bardzo dużo zabiegów mających na celu trzymanie nas z daleka od społecznego zranienia. I to trzymanie nas z daleka od tego zranienia jest dla mózgu priorytetem przy podejmowaniu decyzji. Priorytetem nie jest zrealizowanie sportowej wizji, priorytetem jest ochrona nas przed zranieniem (a to co stanowi dla nas formę zranienia jest oczywiście całkowicie indywidualne).
Zatem to co uznajemy za obszar, z którym czujemy się w pełni komfortowo, może być często po prostu źródłem wielu mechanizmów obronnych, na których to wytworzone zostały ścieżki podejmowania decyzji (decyzji, które mają na celu unikanie określonych sytuacji, a nie proaktywne tworzenie swojej kariery). I w tym przypadku coś co początkowo traktowaliśmy jako swoją silną stronę, pomagającą nam w kontekście naszej kariery – może okazać się być pod spodem naszą słabością, w znaczący sposób hamującą naszą karierę.
Ty teraz, zakładam, że jako jeden z naprawdę nielicznych zawodników masz świadomość występowania takiego zjawiska: więc zastanów się, które obszary możesz u siebie wykluczać jako problematyczne? Z czym uważasz, że na pewno nie masz żadnych problemów? I spróbuj jednak przyjrzeć się temu głębiej. Bo jeśli jest tam coś ukryte, to przyglądając się temu głębiej, zaczniesz zauważać w tym obszarze pęknięcia, drobne oznaki wskazujące, że może to nie jest jednak całkowicie bezproblemowy obszar. I być może w ten sposób znajdziesz coś, co mogło wcześniej stanowić źródło wielu nieuświadomionych autosabotaży.
Iluzja progresu
Jeśli masz poczucie, że Twój progres nie jest wystarczający, jeśli aktywnie szukasz czegoś co pomoże Ci ten progres poprawić – to naprawdę w porządku. Prawdziwy problem zaczyna się, gdy zawodnik ma poczucie, że wszystko jest okej. Że robi to co powinien. Że więcej już się nie da.
Żeby móc cokolwiek zmienić, to my na początku musimy zauważyć, że w ogóle jest taka potrzeba. A bardzo często pojawia się zjawisko iluzji progresu. Chodzi o to, że trenując każdego dnia swój sport, jasne jest, że będziesz progresował. Gdy popatrzysz sobie wstecz i zobaczysz jaką drogę przeszedłeś to również z dużym prawdopodobieństwem będziesz zadowolony. Gdy zwrócisz sobie uwagę jak bardzo angażujesz się w swój rozwój na co dzień, to z dużą pewnością będziesz miał poczucie satysfakcji.
Tylko, że żaden z tych wskaźników nie jest miarodajny. Ani to, że progresujesz; ani jak bardzo się rozwinąłeś; ani to ile pracy wkładasz na co dzień. To wszystko nie ma znaczenia. Znaczenie ma tylko jeden wskaźnik, który brzmi następująco:
“czy tempo, w którym progresujesz jest w stanie zaprowadzić Cię do zrealizowania Twojej sportowej wizji?”
I to wymaga od Ciebie szczerości z samym sobą. To wymaga również uwzględnienia, że inni zawodnicy w tym czasie także się rozwijają; że niektórzy zawodnicy mieli lepszy start/mieli lepsze predyspozycje (fizyczne czy mentalne) i są już na bardziej zaawansowanym poziomie a ilość miejsc, które wpisują się w Twoją wizję sportową jest z pewnością bardzo mocno ograniczona.
Patrząc na to całościowo, żeby ten progres był satysfakcjonujący (czyli mógł zaprowadzić Cię tam, dokąd chcesz dojść), to potrzebujesz zaliczać większy progres niż zdecydowana większość zawodników. I dopiero wtedy ten progres powinien zostać uznany jako satysfakcjonujący.
Zatem najistotniejszą kwestią jest tutaj doświadczenie pewnego przebudzenia. Jeśli okaże się, że odpowiedź brzmi: mój progres jest w stanie mnie tam zaprowadzić – to super, natomiast zwykle w ten sposób mogą powiedzieć tylko bardzo pojedyncze jednostki.
Jeśli z kolei odpowiedź brzmi: mój progres nie jest satysfakcjonujący – to też dobrze, bo dzięki temu masz teraz szansę coś zmienić. Każda odpowiedź na to pytanie – jest dobrą wiadomością. Niebezpieczeństwo tkwi jedynie w braku skonfrontowania się z prawdą.
I teraz postaram się podpowiedzieć Ci na co możesz zwrócić uwagę, by ten progres zmienić, na taki, który może być dużo bardziej korzystny.
Generalnie progres, który jest niekorzystny opiera się na tym, że po prostu robimy nie te rzeczy, które powinniśmy. I zwykle jest to związane albo z brakiem świadomości albo z obawą przed zmierzeniem się z niekomfortowymi emocjami.
Przyjrzyj się skrupulatnie tym poniższym aspektom, bo to są aspekty, które blokują zdecydowaną większość osób (jednocześnie mało kto jest w stanie się do tego przyznać nawet tylko przed sobą – dlatego właśnie mówimy o autosabotażu nieuświadomionym). Natomiast jeśli Ty odblokujesz te aspekty, to automatycznie zyskasz bardzo dużą przewagę względem ogromnej ilości zawodników.
- lęk przed oceną
My nieustannie staramy się chronić nasze ego (czyli to jak siebie postrzegamy). I kwestia tego, żeby wypaść dobrze staje się zwykle istotniejsza niż sprogresowanie. To się przejawia tym, że na treningu wolimy robić te rzeczy, które już nam najlepiej wychodzą i unikać tych, z którymi mamy największy problem. Po to żeby nie doświadczyć kompromitacji. Natomiast unikając tej kompromitacji nie sprawiamy, że problem znika. Ten deficyt umiejętności cały czas występuje i prędzej czy później zostanie on obnażony.
Chodzi o zmianę paradygmatu myślenia: że celem treningu jest zdobywanie informacji a nie performance. A zatem im bardziej ktoś jest skuteczny na treningach, tym bardziej świadczy to o tym, że po prostu robi to co już dobrze zna bądź wybiera bezpieczne rozwiązania.
Z kolei zawodnik, który nie jest w stanie wszystkiego wykonać; któremu pewne rzeczy nie do końca wychodzą, to jest zawodnik, który wykonuje rzeczy przekraczające jego obecny poziom umiejętności w danym obszarze. To zawodnik sprawdzający gdzie są jego granice możliwości – bo jedynym sposobem, żeby poznać swoje granice jest spróbować je przekroczyć. Więc taki zawodnik dowiaduje się nowych rzeczy, które następnie pomogą mu uszczelnić jego grę i pozwolić stać się jeszcze bardziej kompletnym sportowcem.
Więc pytanie: “co jest Twoim celem? Dobrze wypaść czy zrealizować swoją wizję sportową”?
Odpowiedź na to pytanie ustawi Twoją chęć do poznawania swoich granic bądź ich nie poznawania. A uwierz mi nie ma takiego zawodnika, który byłby w czymś bezbłędny. Zawsze można podnieść poziom trudności do takiego, który przekraczy nasze umiejętności. Więc jeśli dostrzegasz na treningu zawodników, którym prawie wszystko wychodzi to się uśmiechnij, bo oni siebie nie challengują. W treningu nie chodzi o prestiż, tylko o progres!

A, które upokorzenie Ty wybierasz?
- niechęć do określonych treningów
Nie przepadamy za robieniem tego co nam nie wychodzi – bo to powoduje frustrację i przytłoczenie. Nie przepadamy również za ciągłym powtarzaniem tego samego – bo to powoduje znudzenie. Więc często wybieramy robienie czegoś innego, by nie musieć mierzyć się z tym co najbardziej nieprzyjemne a jednocześnie mieć poczucie, że poruszamy się do przodu.
Pisałem o tym w poście na Instagramie – że w sporcie niejednokrotnie występuje zjawisko wybierania cierpienia fizycznego jako formy ucieczki od cierpienia psychicznego. Czyli zrobienie ciężkiego treningu, po to by nie musieć robić treningu, który jest niekomfortowy emocjonalnie.
Przyjrzyj się czy ten temat może występować u Ciebie. Jeśli tak, to zweryfikuj jakie to mogą być obszary treningowe i zacznij od tego, by poświęcać na te obszary chociaż kilka minut w trakcie danej jednostki treningowej. Na tyle mało, żeby te emocje nie były blokujące, ale jednocześnie wykonując kroki w kierunku tego, co jest potrzebne do zrobienia.
- brak świadomości
Nie widzimy tego, czego nie widzimy. Nie wiemy tego, czego nie wiemy. Jeśli chcesz dokonać u siebie zmian, to musisz wiedzieć co nie działa, a co ma potencjał żeby zadziałało. Więc chodzi o rozwijanie swojej świadomości. A uzyskasz to poprzez studiowanie swojego sportu. Studiowanie swojego sportu nie odbywa się oczywiście na uczelni ale odbywa się poprzez obserwowanie różnych sportowców (ze sobą włącznie); zadawanie pytań sobie i innych osobom ze świata sportu; samodzielne eksperymentowanie; analizowanie; wyciąganie wniosków. Czyli trochę na zasadzie jakbyś miał rozłożyć na czynniki pierwsze swój sportu, by być w stanie zrozumieć co odgrywa najbardziej kluczową rolę.
To Ci pozwoli dogłębnie poznać swoje rzemiosło. To jest jedna z najbardziej nieocenionych rzeczy, jednocześnie praktykowana przez naprawdę nielicznych, tym bardziej, że teraz jeszcze pojawiły się chaty gpt i inne wynalazki, które dają odpowiedź szybciej. Ale szybciej nie znaczy lepiej. Szybciej znaczy jedynie wygodniej.
- dysproporcja między analizą a działaniem
Jeśli bardziej komfortowa jest dla nas analiza, to często poświęcamy na to zbyt dużo czasu i odbywa się to kosztem działania – a tylko działanie wykształca umiejętności. Z drugiej strony, jeśli jesteśmy tylko nastawieni na działanie ale nie analizujemy (czyli podpunkt wyżej dotyczący świadomości), to nie robimy tego co może nam dawać najlepsze wyniki.
Działanie to jest ilość, analiza to jest jakość – musisz to odpowiednio zbalansować, bo jedno i drugie jest potrzebne.
Przyjrzyj się, czy jakieś Twoje potencjalne działania nie wiążą się przypadkiem z emocjami lęku.
Albo, czy jakaś analiza nie wiąże się z emocjami frustracji bądź przytłoczenia.
Bo wówczas podświadomie będziesz tego unikać (a podświadome unikanie oznacza: unikanie połączone z brakiem świadomości, że to robię).
Powtarzające się negatywne sytuacje
Czasami autosabotaż będzie bardzo ciężko zidentyfikować po działaniach, szczególnie, gdy jest to autosabotaż nieuświadomiony. Czyli ciężko będzie dostrzec jakie działania podejmujemy, choć nie powinniśmy bądź jakich działań nie podejmujemy choć powinniśmy. Natomiast tym co może Ci pomóc w zidentyfikowaniu jakichś ograniczających mechanizmów, które masz w sobie – jest przyjrzenie się sytuacjom, których doświadczasz.
W momencie, gdy zauważasz, że powtarzają się pewne negatywne sytuacje, to jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że Twój umysł sam do nich doprowadza. I podam Ci przykłady sytuacji, które w sporcie pojawiaja się częściej, niż można byłoby pomyśleć:
- powtarzające się kontuzje (i to nie musi być kontuzja tej samej struktury, to mogą być różne kontuzje bądź mikrourazy, które dosyć regularnie się pojawiają)
- powtarzające się słabe występy (to mogą być słabe występy następujące po sobie; bądź słabe występy, które pojawiają się: z określonym przeciwnikiem / w określonym miejscu / w określonych warunkach pogodowych itd.)
- doświadczanie sytuacji, gdzie czujesz się pokrzywdzony (czyli różnego rodzaju scenariusze, gdzie na koniec często masz poczucie, że zostałeś niesprawiedliwie potraktowany)
- doświadczanie sytuacji, gdy regularnie brakuje Ci czasu (czyli nie jesteś w stanie robić wszystkiego co sobie zaplanowałeś – szczególnie gdy powiela się jakiś konkretny powód)
Pracowałem z różnymi przypadkami – i sytuacje, gdzie zawodnik sam podświadomie doprowadza do kontuzji bądź sabotuje proces regeneracji kontuzji, to nie jest nic nietypowego, to się naprawdę dzieje i to nie są jednostkowe przypadki.
Niczym nadzwyczajnym również nie jest również to, że zawodnik może mieć gorszą formę w określonych warunkach pogodowych bądź w określonej porze roku. Więc generalnie wszędzie tam, gdzie pojawia się jakiś powtarzający się wzorzec – jest z pewnością coś, co występowanie tego wzorca powoduje. I to Ci pozwoli na przypatrzenie się kwestiom, których wcześniej z pewnością byś w ogóle nie rozważał. To Ci pozwoli na przypatrzenie się kwestiom, którym z całą pewnością zdecydowana większość sportowców przypatrywać się nie będzie, bo nie ma takiej świadomości, że tam w ogóle można czegoś szukać.
Zatem Ty mając tę świadomość, możesz dostrzegać rzeczy, które są dla innych niewidoczne – a to jest przecież najważniejszym krokiem w kontekście budowania przewagi konkurencyjnej. Nie tyle chodzi o to by robić więcej (bo na profesjonalnym poziomie praktycznie wszyscy robią tyle ile się da), ale chodzi przede wszystkim o to, by robić rzeczy, których inni nie robią.
Źródła konfliktów wewnętrznych
Jeśli nasza podświadomość blokuje nas przed realizacją tego na czym nam zależy, to ma z pewnością ku temu ważny powód. Podświadomość jest częścią nas, więc jej celem nie jest działanie na naszą szkodę, a wręcz przeciwnie, chce dla nas jak najlepiej. Podam Ci kilka różnych źródeł konfliktów wewnętrznych, które pomogą Ci jeszcze lepiej to zjawisko zrozumieć, a być może nawet dostrzec pewne powiązania u siebie.
Pamiętasz jak na początku wspominałem, że naszym największym zagrożeniem nie jest lenistwo tylko ignorancja? Bo lenistwo też pełni jakąś funkcję – więc naszym zadaniem jest po prostu poszerzać świadomość odnośnie samych siebie, po to by móc odblokowywać rzeczy, które wcześniej pozostawały zablokowane.
Obecne środowisko = strefa bezpieczna
Ten temat już sobie trochę poruszyliśmy wcześniej ale zobaczmy go jeszcze z trochę innej perspektywy. Generalnie jest to dosyć często spotykana forma autosabotażu, że podświadomość boi się wejścia na wyższy poziom, bo to co wyżej = nieznane. I przez to na różne sposoby próbuje hamować progres.
Przykład: pracowałem z zawodniczką, która w pełni poświęcała się treningom, ale gdy miała czas wolny, to dużą część tego czasu nie wykorzystywała produktywnie. Po prostu był brak motywacji, by zrobić coś więcej. A ten brak motywacji, to był ukryty lęk przed sukcesem. Wiedziała, że gdy w pełni się poświęci, to będzie miała realne szanse, by swoją sportową wizję zrealizować. I świadomie tego chciała, ale podświadomie obawiała się, że tam będzie większa presja, większa odpowiedzialność, silniejsza krytyka.
I to się wpisuje w ten motyw, o którym przed chwilą wspominałem, że lenistwo jest, bo pełni jakąś funkcję. W tym przypadku miało ono chronić tę dziewczynę przed wejściem do środowiska, które było nowe, nieznane, gdzie istniało wiele potencjalnych zranień.
Potwierdzanie obrazu siebie
W momencie, gdy mamy zbudowane przekonania na swój temat, to za wszelką cenę dążymy do tego, by je utrzymać. Większość przekonań kształtuje się w dzieciństwie. Jak się zapewne domyślasz nie wybieramy ich świadomie – bo dziecko nie ma wtedy jeszcze zdolności myślenia. Po prostu, to czego się akurat nauczymy, zaczyna być traktowane jako nasza baza, której następnie kurczowo się trzymamy. Dlaczego? Bo jest to znane. Więc przez kolejne kilkadziesiąt lat umysł stara się utrzymywać nas w historii, w którą na swój temat uwierzyliśmy.
Przykład: był pewien zawodnik, który będąc małym chłopcem w pewnym momencie poczuł się niezauważony, poczuł się nieważny, bo rodzice akurat zmagali się ze swoimi problemami. I, gdy uwierzył on w tę historię na swój temat – zaczął się zachowywać w sposób, który był z tą historią spójny. Nie przedstawiał swojego zdania – bo nie uważał, że jest ono istotne; pozwalał innym się wykorzystywać; pozwalał innym, by go nie szanowali. Czyli doprowadzał do sytuacji, które miały mu nieustannie potwierdzać to, w co na swój temat uwierzył: “że nie jest ważny”.
Jeśli zastanawiasz się jak silny jest to mechanizm, to pomyśl o jakimś zachowaniu, które nie jest spójne z Tobą, którego wcześniej nie przejawiałeś. To nie musi być negatywne zachowanie, pomyśl o pozytywnym – o jakimś zachowaniu, które chciałbyś mieć.
I podejmij decyzję, że następnym razem w ten nowy sposób się zachowasz. Nigdy wcześniej tego nie robiłeś (bo nie było to spójne z Twoją obecną tożsamością), natomiast teraz chcesz spróbować. I czy czujesz ten dyskomfort na samą myśl o tym?
My nie zachowujemy się tak jakbyśmy się chcieli zachowywać, ale zachowujemy się tak, by potwierdzać to co na swój temat sądzimy. Nawet jeśli to to postrzeganie siebie jest niekorzystne dla naszego poczucia szczęścia czy realizacji naszych celów.
Unikanie traum emocjonalnych
Traumy emocjonalne nie odnoszą się jedynie do skrajnie bolesnych sytuacji, ale dotyczą po prostu sytuacji, które wywołały u nas jakąś formę cierpienia. Gdy pojawia się to cierpienie, wówczas umysł wykształca strategie unikania podobnych sytuacji w przyszłości. I te podświadome strategie unikania cierpienia są silniejsze niż świadome zachcianki umysłu dotyczące tego na czym nam zależy / co chcielibyśmy osiągnąć. Czyli stojąc przed jakimś działaniem, które ma nam pomóc w zbliżeniu się do naszych celów, gdy jednocześnie to działanie jest skojarzone z jakąś traumą emocjonalną, to będziemy szukali sposobów, by tego działania ostatecznie nie podjąć.
Przykład: miałem kiedyś zawodnika, który miał problem ze strzelaniem bramek w meczu. Ten problem wynikał z tego, że nie znajdował się w ogóle w dogodnych sytuacjach, skąd można byłoby strzelić bramkę. A nie znajdował się, dlatego, że podświadomie nie chciał się znajdować. Kiedyś w przeszłości doświadczył meczu, w którym nie wykorzystał kilku dogodnych sytuacji i to wywołało dużą presję ze strony osób z drużyny. To cierpienie emocjonalne było na tyle dotkliwe, że umysł stworzył strategie unikania podobnych sytuacji w przyszłości. I jedną z tych strategii była zmiana jego wzorca poruszania się po boisku. Świadomie chciał znajdować się w dogodnych sytuacjach – ale my już pamiętamy, że świadomość to jest 5% a podświadomość to jest 95%. Więc przez 95% czasu tak zarządzał swoim poruszaniem się, żeby nie znaleźć się w dogodnych sytuacjach i tym samym uniknąć doświadczenia ponownie podobnego cierpienia emocjonalnego. Dużo bardziej bolesne jest gdy zawodnik ma okazje i nie strzela bramek niż gdy zawodnik nie strzela bramek bo nie ma okazji.
Ta strategia unikania jest również bardzo powszechna m.in. po kontuzjach, gdy unikamy sytuacji, które spowodowały powstanie danego urazu.
Strategie przetrwania z dzieciństwa
Tutaj jest podobny schemat działania jak w przypadku “unikania traum emocjonalnych”, tylko, że te strategie przetrwania z dzieciństwa mają jeszcze silniejsze oddziaływanie, jak i są dużo bardziej zgeneralizowane. Żebyś zrozumiał te dwa czynniki to odwołamy się do konkretnego opisu sytuacji:
Przykład: pracowałem kiedyś z klientką, tutaj akurat nie na podłożu sportowym, tylko na biznesowym – gdzie był problem z podejmowaniem decyzji (kwestia podejmowania decyzji również występuje w sporcie, więc bez problemu jesteś w stanie przełożyć sobie to na kontekst sportowym). W jej przypadku chodziło o to, że często ulegała naciskom innych osób, które mówiły jej co ma robić a czego nie. Ta presja środowiska zewnętrznego była zwykle dużo silniejsza niż możliwość skupienia się na realizacji swoich własnych potrzeb.
Czyli wyobraź sobie sytuację, że masz swoją wizję sportową i żeby ją zrealizować, to wiesz, że musisz podejmować określone działania, ale zamiast podejmować te działania to robisz inne rzeczy, bo akurat tych innych rzeczy wymagają od Ciebie inni.
U tej klientki była to strategia przetrwania, której nauczyła się ona w bardzo wczesnym dzieciństwie, gdzie zabrakło jednego z rodziców i wykształcił się u niej strach przed tym, by nie stracić i tego drugiego rodzica (dziecko nie jest w stanie przetrwać bez dorosłego, dlatego tworzenie relacji z opiekunem jest totalnie kluczowym zadaniem w kontekście zapewnienia sobie przeżycia). W związku z tym zaczęła się ona zachowywać się tak, jak jej rodzic tego oczekiwał. Czyli była posłuszna. Nie liczyły się jej potrzeby, liczyło się zadowolenie rodzica. I w ten sposób powstała strategia przetrwanie, gdzie posłuszeństwo = przetrwanie.
Rozumiesz dlaczego ta strategia będzie miała następnie tak silne oddziaływanie? Tutaj nie chodziło jedynie o uniknięcie cierpienia emocjonalnego, chodziło o przeżycie.
Te strategie z dzieciństwa bardzo często się też generalizują, czyli nie odnoszą się do jednego konkretnego kontekstu (tak jak w przypadku tego piłkarza – chodziło o bardzo konkretne sytuacje na boisku). Tutaj ta strategia zgeneralizowała się na większość jakichkolwiek interakcji społecznych. Czyli występowała w większej ilości kontekstów niż niż w mniejszej ilości kontekstów.
Nadmierne pragnienie
Dynamika rzeczywistości opiera się na paradoksach, czyli na rzeczach, które są ze sobą logicznie sprzeczne. I jednym z takich zagadnień jest to, że jeśli czegoś pragniemy to w porządku. Jeśli czegoś pragniemy bardzo – to też w porządku. Ale jeśli czegoś pragniemy za bardzo to wtedy pojawia się problem, bo narzucamy na siebie niewyobrażalną presję i ta presja zwykle zaczyna działać bardziej na naszą niekorzyść niż korzyść.
Gdy pragniemy czegoś za bardzo, to pod tym kryje się zwykle bardzo silny lęk. I z jednej strony mamy silny napęd do działania wynikający z silnego pragnienia, z drugiej strony wybierając to pragnienie, wybieramy również jego ciemną stroną, czyli jesteśmy zasilani również tym ukrytym pod spodem lękiem.
Przykład: miałem zawodnika, który wrócił po dłuższej kontuzji, gdzie jego forma na początku nie była taka jak przed urazem i już sam fakt tego spowodował, że jego poczucie pewności siebie spadło. To przyczyniło się do tego, że przegrał swoją walkę – co znowu destrukcyjnie wpłynęło na pewność siebie. To z kolei przełożyło się na kolejną przegraną walkę i to była taka samonapędzająca się pętla negatywnych zdarzeń. Każda taka negatywna sytuacja powodowała, że jego pragnienie wygrania było coraz większe – bo jednocześnie coraz dotkliwszy był ukryty w środku lęk przed tym, że nie spełnia oczekiwań siebie, trenera oraz swoich bliskich.
Gdy dzieje się porażka za porażką, to tam nie ma czegoś takiego, że “dobrze by było wygrać”, tam jest jedynie schemat, że “ja muszę wygrać za wszelką cenę”. I ta presja, którą sobie narzucał była tak wyniszczająca, że notował coraz to gorsze wyniki.
Bardzo często ten schemat występuje w przypadku powrotu po poważnych kontuzjach bądź w momencie utraty miejsca w składzie bądź w podczas doświadczania jakiejś serii porażek – to wszystko powoduje, że zwycięstwo staje się czymś koniecznym do osiągnięcia za wszelką cenę.
To oczywiście nie jest skończona lista źródeł konfliktów wewnętrznych, tego jest trochę więcej, natomiast na spokojnie Twoim celem nie jest znać każdej możliwej formy autosabotażu – tylko uświadomić sobie, że coś takiego jak autosabotaż występuje; może przybierać różne formy i zrozumieć na kilku różnych przykładach dlaczego coś, co wydaje nam się nieracjonalne czy niekorzystne, kryje pod spodem jednak coś racjonalnego i korzystnego – przynajmniej z punktu widzenia zapewnienia nam poczucia bezpieczeństwa i przetrwania (ten wątek poruszałem kiedyś w przypadku tematu seryjnych morderców)
Wróćmy sobie to tego założenia, o którym pisałem na samym początku – że to czy zrealizujemy swoją sportową wizję zależy praktycznie w pełni od nas. Więc jeśli dostrzegasz, że:
- są jakieś rzeczy, których regularnie nie robisz, choć powinieneś
- są jakieś powtarzające się negatywne sytuacje, które ograniczają rozwój Twojej kariery
- czujesz, że coś jest nie tak odnośnie Twojego progresu czy performance’u
to tam z pewnością jest takiś autosabotaż – więc przypatrz się temu tematowi. Bo jest to do ogarnięcia, masz teraz dużo większą świadomość, wiesz gdzie szukać, na co zwracać uwagę. Więc po prostu zacznij obserwować siebie: swoje działania, swoje myślenie, sytuacje, których doświadczasz i jeśli znajdziesz coś co się regularnie powtarza i jednocześnie ma szczególnie negatywny wpływ na Twoją karierę to zacznij wprowadzać tam małe zmiany – czy to w kontekście swojego działania czy mentalnego podejścia do określonych sytuacji.
Słowem klucz są “małe zmiany” – bo wprowadzając duże zmiany przetraumatyzujesz swój układ nerwowy. Pamiętaj, że autosabotaże to są zwykle mechanizmy przetrwania, więc chodzi o podejście do tego z odpowiednią delikatnością, po to by zmiana się utrzymała a nie była jedynie chwilowa. Następnie dokonując tych małych zmian, zaczniesz powoli zmieniać swoją tożsamość – czyli zestaw Twoich podświadomych reakcji emocjonalnych, przekonań, nawyków.
Tożsamość jest najistotniejsza. Nie chodzi o strategie, nie chodzi o metody – to jest drugorzędne. Chodzi o tożsamość. Bo jeśli Twoja tożsamość działa prawidłowo, to możesz używać średnich strategii i będziesz w stanie robić właściwe wyniki. Natomiast jeśli Twoja tożsamość działać nie będzie, to możesz mieć rozpisany program treningowy od najlepszych zawodników w Twojej dyscyplinie sportowej i to i tak nie zadziała, bo podświadomie będziesz doprowadzał do tego, by nie zadziałało.
To Kim jesteś, jest ważniejsze od tego Co robisz. Bo żeby utrzymać swoją narrację o sobie i o świecie jesteśmy w stanie robić bardzo wiele – w tym niszczyć swój potencjał i niszczyć swoje szanse.
Dlatego poświęć czas przede wszystkim na poznanie siebie – bo ta świadomość będzie miała ogromne przełożenie na jakość Twojej kariery.
Udostępnij ten artykuł
Facebook LinkedIn Twitter




Świetny wpis, mocna zachęta do spojrzenia w głąb, a nie tylko na to, co jest na wierzchu. Wnioski o odpowiedzialności za swój rozwój trafiają do praktyki każdego freelancera w branży beauty, bo tutaj liczy się konsekwencja i plan. W Suplery wiem, że dla barbershops i kosmetologów to klucz: myślący o detalach biznesowy zestaw—to nie tylko baza klientów, ale i narzędzia do zarządzania produktami, zamówieniami i magazynem w jednym miejscu. W Suplery mamy realne korzyści jak bezproblemową integrację i wspólny koszyk dla szybkiego dokupienia, co pomaga utrzymać płynność. Myślę, że ten wpis dobrze koresponduje z potrzebą systemowego podejścia do rozwoju kariery w sportowo-zdrowotnych usługach. Daję temu ruchowi zielone światło, bo to must-use rozwiązanie.
Im 4466,yahoo