Największym rozczarowaniem w tym przypadku jest to, że to wcale nie inni nas rozczarowują, ale to my oczekujemy od nich niewłaściwych rzeczy. Bo żeby powstało rozczarowanie, to muszą być określone oczekiwania względem drugiej strony, które następnie przez tę osobę nie zostaną spełnione.

Wówczas powstaje dysonans poznawczy – czyli sytuacja, gdzie nasze wyobrażenie na temat kogoś nie pokrywa się z tym jaki jest on w rzeczywistości. A gdy powstaje dysonans to nasz mózg musi zawsze w określony sposób zareagować – więc mamy tutaj dwie opcje: albo uznajemy, że to my się pomyliliśmy i stworzyliśmy niewłaściwy obraz drugiej osoby albo uznajemy, że nasz obraz był prawidłowy i wina leży po drugiej stronie.

Teraz pytanie: kto z nas w momencie, gdy się na kimś zawiedzie, uznaje, że to tak naprawdę moja wina, bo miałem nierealne oczekiwania względem tej drugiej osoby?
Nikt z nas w 99,9% przypadków w taki sposób nie postępuje, bo ego nie dopuszcza możliwości, że to ono mogło się pomylić, w związku z tym zrzuca całą winę na zewnątrz.

Czyli podsumowując w telegraficznym skrócie: na początku podświadomie tworzymy założenia na temat innych osób co do tego kim są i określamy w jaki sposób powinni się w związku z tym zachowywać, a w momencie, gdy zachowają się oni w sposób sprzeczny do tego wyobrażonego przez nas, to wówczas mamy do nich żal i pretensje. My ich obwiniamy a oni nie zrobili niczego złego. I w taki sposób zarówno my postrzegamy innych, jak i inni postrzegają nas – tak działa ten mechanizm.

I nie ma większego problemu, gdy ten żal jest jeszcze jawny – czyli mówimy wprost drugiej stronie co się wydarzyło i co w związku z tym poczuliśmy. Prawdziwe kłopoty pojawiają się, gdy ten żal ukrywamy w sobie – bo nie dość, że ten żal nie ma żadnego uzasadnienia, to jeszcze druga osoba nie ma jak się do niego odnieść. W ten sposób rodzi się następnie brak zaufania, który opiera się jedynie na pewnych wyobrażeniach, które nigdy nawet nie miały miejsce w realnym świecie.

Sam ostatnio złapałem się na tym, że ktoś zachował się w stosunku do mnie nie w taki sposób jakiego oczekiwałem i na początku pojawiły się pretensje, kwestia niesprawiedliwego traktowania, ale zaraz złapałem się na tym i mówię do siebie ”come on, nie znasz go, więc nie oczekuj, że on powinien być jakiś” – i to zrzucenie z drugiej osoby odpowiedzialności za to, że ma być jakaś, sprawiło, że jakkolwiek by się nie zachowała, to nagle przestało mnie to ruszać.

W stosunku do 99% ludzi ta strategia braku oczekiwań doskonale się sprawdzi – bo i tak zdecydowanej większości osób nie znany na tyle dobrze, by móc tworzyć właściwe założenia na ich temat i ze zdecydowaną większością osób też nie zamierzamy budować jakichś specjalnych relacji – w zupełności wystarczą relacje powierzchowne a podświadomie tworząc oczekiwania, których inni nie są w stanie spełnić, krzywdę robimy tylko sobie.

Udostępnij ten artykuł