Kobieta o imieniu Bronnie Ware przez lata spotykała się z ludźmi będącymi u kresu życia i zadawała im jedno zasadnicze pytanie: czego najbardziej żałują w swoim życiu? Na podstawie przeprowadzonych rozmów wyodrębniła 5 najczęściej pojawiających się kwestii.
„Żałuję, że nie miałem odwagi żyć tak, jak chciałem”
Życie na własnych zasadach polega według mnie na tym, by wybierać te zasady ze środowiska zewnętrznego, które faktycznie chcemy wyznawać i odrzucać (bądź jeśli to niemożliwe, to przynajmniej dystansować się) względem tych, z którymi się nie identyfikujemy. Bo środowisko daje nam pewien światopogląd, który nie jest ani uniwersalnym ani jedynym prawdziwym światopoglądem. I nie chodzi o to, żeby teraz całkowicie zbuntować się przeciwko systemowi, ale by podejść do tego w sposób racjonalny i z jednej strony zaakceptować pewne reguły, którymi rządzi się środowisko, po to by móc być jego częścią, z drugiej strony pamiętać również o swojej autoekspresji – czyli wyrażaniu tego co myślimy i czujemy. Podążaniu bardziej za tym czego my pragniemy – niż za tym czego powinno się pragnąć.
Trochę zmodyfikowałem ten koncept, dlatego że uważam iż my potrzebujemy zarówno realizowania autonomicznych potrzeb, ale też potrzebujemy przynależności do grupy. A najlepiej to połączyć określając swój światopogląd i tworząc wokół siebie środowisko, które myśli i zachowuje się podobnie. Wtedy mamy dwie pieczenie na jednym ogniu.
„Żałuję, że pracowałem zbyt ciężko”
Ta kwestia, tak samo ja wszystkie inne opiera się na sprzecznościach. Z jednej strony nie jesteśmy tutaj oczywiście po to żeby pracować i taka perspektywa egzystencji mija się z celem. Z drugiej strony, gdybyśmy mieli nie pracować w ogóle, to negatywnie wpłynęłoby na nasze poczucie własnej wartości. Więc moim zdaniem to co robimy po pierwsze powinno wychodzić z naszej pasji, po drugie odnosić się do wyższego sensu (np. w jaki sposób to co robię poprawia życie innych ludzi?).
„Żałuję, że nie dbałem o przyjaźń”
Generalnie jest tak, że najbardziej doceniamy coś, w momencie gdy to tracimy. A niestety pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie ponownie odzyskać. Zarówno przyjaciół jak i rodzinę możemy tutaj zaklasyfikować jako jeden worek, bo chodzi nade wszystko o mega bliskie osoby, które sprawiają, że mamy dla kogo żyć, mamy dla kogo starać się być lepszym. To są osoby, które widzą kim my faktycznie jesteśmy – nie na tym powierzchownym poziomie, który prezentujemy światu, ale na tym głębszym, bardziej prawdziwym i osobistym, który pokazujemy tylko nielicznemu gronu ludzi, co sprawia, że te relacje są inne niż wszystkie pozostałe.
„Żałuję, że bałem się mówić, co czuję”
Na pewno jest łatwiej mówić rzeczy, które są politycznie-poprawne, bo każdy z nas posiada ego – a jednym z głównych zadań ego jest ochrona tożsamości. W momencie gdy ktoś atakuje naszą tożsamość, to odpowiadamy kontratakiem. A jako, że prawda zazwyczaj jest nieprzyjemna to nie chcemy jej do siebie dopuszczać. W konsekwencji staramy się nie mówić innym za wiele prawdy, jednocześnie oczekując tego samego w zamian. Tak generalnie wygląda większość naszych relacji.
Uważam, że istotne w tym przypadku jest posiadanie grona osób, którym możemy na tyle zaufać, i z którymi mamy na tyle poważne relacje, że możemy odsłonić swoje karty i pokazać prawdziwe oblicze. To się nie uda, gdy będziemy próbowali robić to względem ogółu ludzi. Ale by ta potrzeba została w jakiś sposób realizowana, wystarczy, że znajdzie się kilka osób, którym możemy na tak wysokim poziomie zaufać.
„Żałuję, że nie dbałem o swoje szczęście”
Na samym początku każdy z nas powinien zdefiniować co dla niego znaczy “szczęście”. Po to żeby uniknąć sytuacji, że z jednej strony gonimy cały czas swoje szczęście, ale robimy to jednocześnie wykorzystując narzucane nam z zewnątrz definicje, że “szczęście jest wtedy, gdy X” – gdzie X oznacza wyznaczone przez kulturę czynniki, które rzekomo nam szczęście dadzą. Każdy z nas jest inny, dlatego też nie ma uniwersalnych czynników zapewniających szczęście. I myślę, że te definicje też zmieniają się w zależności od tego na jakim poziomie świadomości jesteśmy.
Te 5 kwestii daje bardzo dużo do myślenia. My jesteśmy niesamowicie uprzywilejowani, mogąc mieć ich świadomość teraz, gdy mamy przed sobą jeszcze dużo czasu i możemy tak ukierunkować swoje życie, by nie dopadły nas, gdy będziemy żegnali się z tym światem.
Udostępnij ten artykuł
Facebook LinkedIn Twitter



