Dookoła mamy różnego rodzaju bodźce, które nami manipulują – a pisząc manipulują mam na myśli, że powodują iż robimy rzeczy, które niekoniecznie chcemy robić bo raczej nie są dla nas korzystne. To są np. aplikacja społecznościowe, gry komputerowe, różnego rodzaju używki – które sprawiają, że znacznie tracimy kontrolę nad samym sobą i swoimi wyborami. Im częściej coś powtarzasz, tym bardziej staje się to elementem Twojej tożsamości. Dowcip tutaj polega na tym, że aby poradzić sobie z uzależnieniem, trzeba po prostu z niego całkowicie zrezygnować > a ja Ci pokażę w tym wpisie jak nie rezygnując móc po prostu ograniczyć tego wpływ, a tym samym odzyskać nad tym kontrolę.

Niedawno obejrzałem fascynujący dokument pt. “Dylemat Społeczny” (The Social Dillema 2020) – jeśli nie miałeś jeszcze przyjemności rozkoszowania się tym obrazem to Ci polecam na dobry początek. Bo tam jest przedstawiony problem (który ja w bardzo dużym skrócie tutaj opiszę), natomiast ten wpis jest przede wszystkim odpowiedzią na to, w jaki sposób sobie z tym problemem radzić.

A więc we wspaniały sposób zostało zilustrowane jak my (czyli to całe pokolenie żyjące ze smartfonem w ręku) jesteśmy trochę jak marionetki sterowane – w tym przypadku przez największe korporacje, które zabijają się o prawdopodobnie najcenniejszą obecnie walutę, jaką jest po prostu nasza uwaga (bo mając czyjąś uwagę można następnie zmieniać jego myślenie, zachowania, a nawet i tożsamość). I ciekawie przedstawił to jeden z ekspertów mówiąc:

“Żyjemy w świecie, w którym drzewo czy wieloryb są cenniejsze, gdy są martwe. A teraz sami staliśmy się drzewem czy wielorybem. Przynosimy korporacjom więcej korzyści, gdy patrzymy w telefon niż gdy staramy się uczynić nasze życie lepszym. Korporacje starają się przechytrzyć nasz umysł i przyciągnąć uwagę do rzeczy, które nie mają nic wspólnego z naszymi celami i wartościami”.

Osobiście natomiast uważam, że to co sądzimy o mediach społecznościowych nie ma szczególnego znaczenia – to ma zarówno swoje plusy jak i minusy. Więc pomijając dokonywanie oceny dla mnie znaczenie ma to, że pod pewnym względem stanowią one problem – i jak sobie z tym problemem poradzić. Media społecznościowe są zresztą tylko narzędziem, a nasz mózg nie uzależnia się od narzędzi, ale od tego co te narzędzia wywołują, a one po prostu zmieniają naszą strukturę hormonalną. Gdy nie było smartfonów to była telewizja, wcześniej było radio, jeszcze wcześniej gazeta – wszystko to działało podobnie, bo rozwiązywało jakiś określony problem (np. znudzenie).

Sam kiedyś zrobiłem sobie taki eksperyment: zablokowałem aplikację społecznościową, na której najwięcej czasu spędzałem i w konsekwencji zauważyłem, że zacząłem ten czas spędzać na innej. Bo wracamy znowu do tego, że to jest tylko narządzie – pozbywając się jednego, inne wskoczy w jego miejsce. Żeby cokolwiek tutaj zmienić, musimy przepracować to na poziomie umysłu.

Zachowanie równowagi

W celu zrozumienia w jaki sposób jest nam odbierana kontrola nad nami samymi, musimy zajrzeć do źródła najbardziej fundamentalnej ludzkiej motywacji. U samego podnóża naszego funkcjonowania znajduje się zjawisko homeostazy. Homeostaza to jest inaczej dążenie do zachowania równowagi zarówno na poziomie fizjologicznym jak i psychicznym.

Jeśli chodzi o fizjologię to nasz organizm wie jaka powinna być optymalna temperatura ciała, poziom nawodnienia czy pH krwi. Najważniejszą zasadą jest zachowanie tych parametrów na względnie stałym poziomie. Jeżeli zostaną one zaburzone, to wówczas zaczynamy odczuwać dyskomfort – który jest niczym innym jak wezwaniem do działania, że trzeba coś zmienić. I tak np. jeśli jest ci zimno > ubierasz się; jesteś głodny > szukasz jedzenia.

To jest biologia, natomiast jest również drugi poziom, który odnosi się do naszych doznań psychicznych i tutaj też obowiązuje zjawisko homeostazy. W momencie gdy nasza gospodarka hormonalna zostanie zaburzona to zaczynamy odczuwać z tego powodu dyskomfort – a następnie by się go pozbyć uciekamy się do takich sposobów radzenia sobie z nim, jakich nasz mózg się kiedyś nauczył. Np. alkohol uśmierza poczucie samotności, YouTube jest sposobem radzenia sobie ze znudzeniem. 

I tutaj dochodzimy to mega ważnego wniosku: jako ludzie jesteśmy sterowani przede wszystkim unikaniem dyskomfortu. A dyskomfort oznacza po prostu odstępstwo od normy (bo Twój mózg ma ustaloną określoną normę: tego co myślisz/czujesz/robisz – i gdy to zostanie zakłócone to za pomocą dyskomfortu daje Ci do zrozumienia, że należy tutaj szybko coś zmienić). I dlatego na przykład cierpienie nie zawsze jest dyskomfortem. Np. grasz w zespole, gdzie nie panuje zbyt ciekawa atmosfera, nie masz zbyt dobrych relacji z pozostałymi – z jednej strony stanowi to źródło Twojego cierpienia, z drugiej jednak strony jest to dla Ciebie komfortowe. Dlaczego komfortowe? Dlatego, że jest to dla Ciebie znane – trenujesz tam już jakiś czas, wiesz czego możesz się spodziewać, jesteś do tej drużyny przyzwyczajony – dla mózgu te składowe dają poczucie bezpieczeństwa. Dyskomfort natomiast pojawiłby się gdybyś chciał ten zespół zmienić, bo nowy zespół = nieznane środowisko, a wszystko co nieznane jest potencjalnie niebezpieczne.

Dlatego właśnie jako gatunek ludzki powtarzamy cały czas te same zachowania, tkwimy cały czas w tym samym środowisku, gdyż jesteśmy do tego przyzwyczajeni i w ten sposób jest to dla nas komfortowe, nawet jeśli jednocześnie dostarcza nam to jakiegoś cierpienia. Dyskomfort przewyższa bowiem cierpienie.

Zasada 10 minut

Więc podsumowując: gdy pojawia się uczucie dyskomfortu to instynktownie podejmujemy określone zachowanie by ten dyskomfort zredukować. Np. czujesz się przytłoczony > włączasz gry komputerowe jako formę ucieczki od rzeczywistości.

I teraz tak: możesz z jednej strony całkowicie pozbyć się tych “destrukcyjnych” zachowań – ale czy faktycznie jesteś gotów na całkowite wyrzeczenie się ich i czy to nie przyniesie przypadkiem więcej szkód niż korzyści? Myślę, że każde zachowanie jest dla nas bezpieczne dopóki to my nad nim panujemy.

Z drugiej strony możesz zamiast decydować się na całkowitą rezygnację, sprowadzić je do takiego poziomu, że znowu odzyskasz nad nimi kontrolę.

I tutaj z pomocą przychodzi zasada 10 minut. Jest to technika, którą usłyszałem od gościa o imieniu Nir Eyal. Nir jest autorem książek m.in. o tematyce psychologicznej i w bardzo ciekawy sposób wytłumaczył jak dokładnie zachodzi cały ten proces związany z uśmierzaniem dyskomfortu. Na bazie swoich obserwacji zauważył m.in., że wielu palaczy nie pali dlatego, że sprawia im to przyjemność ale dlatego, że dzięki temu mogą cokolwiek poczuć. I żeby lepiej to zrozumieć przytoczymy sobie pewien eksperyment

Timothy Wilson umieścił ochotników eksperymentu w pokoju na wstępie zaznaczając, że nie będą mieli tam żadnego interesującego zajęcia. Jedyną atrakcją była opaska, którą zakładano im na ramię i gdyby byli zainteresowani to tam znajdował się przycisk, który mogli wcisnąć i w ten sposób dostarczyć sobie bolesnych wstrząsów elektrycznych…

60% mężczyzn i 20% kobiet z tego przycisku skorzystało. Dlaczego? Okazuje się, że my czujemy się tak niekomfortowo nic nie odczuwając, że dążymy do tego by cokolwiek poczuć nawet jeśli ma być to dla nas bolesne (pamiętasz: dyskomfort przewyższa cierpienie?).

I tak samo Nir uważa, że jest w przypadku wielu palaczy – nikotyna po prostu sprawia, że mogą odczuć cokolwiek (a to jest lepsze niż brak odczuć). Oczywiście palenie może realizować także inne potrzeby (wszystko w zależności od danej osoby) ale teraz skupmy się na tym jednym konkretnym przykładzie. W momencie gdy ten przykładowy palacz nie odczuwa niczego to pojawia się u niego dyskomfort i sięgnięcie po papierosa ten dyskomfort redukuje, zapewniając tym samym homeostazę – czyli równowagę.

Co natomiast zaczyna się dziać kiedy ta osoba postanawia rzucić palenie? Gdy pojawia się potrzeba sięgnięcie po papierosa, zaczyna mówić do siebie “nie rób tego!”, mija kilka chwil, dyskomfort staje się jeszcze silniejszy i w końcu ulega pokusie. Teraz czuje wielką ulgę bo pozbyła się dyskomfortu, natomiast… mózg właśnie zapisał nową informację: “kiedy czuję dyskomfort i próbuję z nim walczyć to on jeszcze bardziej się nasila. Natomiast, gdy mu się poddam to automatycznie pozbywam się tego nieprzyjemnego odczucia”. Więc teraz dyskomfort był tak na dobrą sprawę potęgowany poprzez mówienie sobie “nie rób tego” i tym samym walczenie ze swoimi odczuciami. A to sprawia, że jeszcze trudniej będzie nam się pozbyć tego zachowania w przyszłości – chyba, że… zastosujemy technikę, którą przedstawia Nir. 


Mówisz sobie, że możesz poddać się dowolnej sytuacji, która Cię rozprasza (czy to jest sprawdzenie telefonu podczas treningu, czy obejrzenie kolejnego odcinka serialu, gdy wiesz, że nie powinieneś) – możesz się temu poddać, ale dopiero za 10 minut – a w tym czasie skupiasz się na tym co masz faktycznie do zrobienia.

Musisz zrozumieć, że jako ludzie nie jesteśmy racjonalni, ale emocjonalni – a co za tym idzie to co czujemy zawsze będzie miało pierwszeństwo i jeśli odczuwasz potrzebę np. sprawdzenia telefonu i jednocześnie sobie postanowisz, że tego nie zrobisz to zaczynasz walczyć z tą emocją. A walka z emocją polega na tym, że się na niej koncentrujesz, a to na czym się koncentrujesz tam nakierowujesz swoją energię – czyli w ten sposób jeszcze bardziej tę emocję wzmacniasz. W ten sposób otrzymujemy rezultat przeciwny do tego, na którym nam zależało.

Co się jednak stanie, gdy postanowisz sobie, że poddasz się temu odczuciu za 10 min? Po pierwsze 10 min. “umownego cierpienia” nie jest dla Twojego mózgu szczególnym problemem, więc akceptuje on taki scenariusz (a jak akceptuje to znaczy, że nie zamierza z emocją walczyć). Po drugie – kiedyś wyczytałem, że właśnie ok. 10 min. zajmuje przywrócenie równowagi w naszej gospodarce hormonalnej, a tym samym pozbycie się dyskomfortu (natomiast istotne jest to, by na ten czas odwrócić uwagę od tego odczucia – np. zajmując się w tym czasie jakąś aktywnością). 


Gwarantuję Ci, że po tych 10 minutach jeśli nadal będziesz miał ochotę sprawdzić ten przykładowy telefon to ta ochota będzie dużo mniejsza (bo w tym czasie te emocje zdążą już przeminąć).

A gdy mimo wszystko sięgniesz po ten telefon to zrobisz to bez wyrzutów sumienia, bo przecież 10 min temu dałeś sobie na to przyzwolenie – w ten sposób unikniesz sytuacji, gdy na początku decydujesz się na jedno a później pokonany przez emocje się poddajesz, zaniżając w ten sposób poczucie własnej wartości i poczucie kontroli (bo mózg zapisze informację, że ustępowanie emocji = pozbycie dyskomfortu i tym samym będzie miał gotowy wzorzec do radzenia sobie z podobnymi sytuacjami w przyszłości).

Generalnie chodzi o to, że jeśli chcesz się pozbyć emocji, to nie możesz ani z nią walczyć ani jej się poddać. Więc idea zasady 10 minut polega na tym, by zresetować swój układ hormonalny. Bo gdy pojawia się emocja to odcina nam się racjonalne myślenie, a tym samym tracimy kontrolę nad samym sobą. Później nie robimy tego co powinniśmy, zaczynamy siebie obwiniać – to zaniża nasz obraz siebie, przez co jeszcze trudniej będzie nam trzymać się swoich postanowień w przyszłości itd. itd. tutaj następuje cały ciąg przyczynowo skutkowy, który de facto nie ma końca.

A wszystko zaczęło się od tego, że próbowaliśmy walczyć z naszą naturą, gdzie od samego początku nie mieliśmy w tej konfrontacji żadnych szans.

Udostępnij ten artykuł